czyli "rock'n'rollowa jazda bez trzymanki"*!
Wiem wiem, dawno nie pisałam i to nie ze względu na brak systematyczności jako cechy wrodzonej lecz z powodu klęski urodzaju. Tyle się dzieje, że kompletnie nie nadążam za myśleniem a co dopiero pisaniem. Dodatkowo w między czasie trzeba praktykować work life balance, bo tak każą dyrektywy, więc tak to się układa, że człowiek kciukiem nie ma kiedy ruszyć. Za to studenci na Uniwersytecie Warszawskim szybko ruszyli kciukami, kiedy to ich rówieśnik spacerował z siekierą po kampusie i dokonał makabrycznej zbrodni. O zbrodniach takich czytamy w podręcznikach do kryminologii, zwykle pod hasłami lub komentarzami typu "to był taki dobry chłopak". To nie jest blog naukowy więc nie będę przytaczała wyników badań potwierdzających moje tezy o tym, że młody dorosły z mocnym rysem psychopatycznym był zradykalizowany, o czym świadczą sympatie do zdelegalizowanych organizacji terrorystycznych takich, jak choćby Blood and Honour. Wszystko razem plus jeszcze zapewne sytuacja rodzinna, specyficzna biorąc pod uwagę status rodziców (nie nie, to nie tak, że tylko dzieci wykluczone i z tzw. patusowatych rodzin i "osimsetów" popełniają przestępstwa, ha!), kryzys męskości tak zwany i mamy to. Nie zatrzymam się dłużej nad refleksją i analizą, ponieważ ekspertów dość już się wypowiedziało a to byli prawdziwi eksperci bo kimże ja jestem z 25- letnim stażem w resocjalizacji, aby się wypowiadać? Powiem tyle, że psychopatia czyli osobowość dysocjalna (F 60.2 w klasyfikacjach medycznych) nie wchodzi do krwi jak dopamina i Mefedron, nie jest również wynikiem wzburzenia emocjonalnego czy też kryzysu psychicznego. Milknę. Czekam na werdykt a biorąc pod uwagę fakt, że młody dorosły ma za obrońców kolegów tatusia, to...czekam. Było tego wszystkiego trochę ostatnio. Sytuacja jest o tyle niebezpieczna, że osobnictwo ludzkie, szczególnie ta jego część, która nie wyciąga wniosków ze swojego mózgu bo go nie używa a w zamian sięga do czatów GPT i AI, może zacząć pytać, jak rozwiązywać życiowe problemy. Odpowiedzi przyjdą szybko: nie podoba ci się lekarz i nie jesteś zadowolony z jego usługi, idź do niego do pracy i zabij go nożem. Nie podoba ci się jak lekarka leczy twoje dziecko, napadnij ją w parku. Jesteś świadkiem przestępstwa, kręć filmik, puszczaj na tik tok i zapraszaj do lajkowania. Po prostu jak ktoś ci przeszkadza, kogoś nie lubisz, ktoś ci zagraża istnieniem bo ty masz inną jego wizję- niszcz. I doszliśmy do ściany. Pewnie bym mogła powiedzieć "a nie mówiłam" lecz obecnie jeszcze więcej czytam, jeszcze więcej piszę i jeszcze bardziej się izoluję robiąc swoje. Mam bowiem chwilowo dosyć a książki zawsze były dla mnie tratwami ratunkowymi. Jak byłam mała, wchodziłam do szafy, brałam latarkę i czytałam książki. Polecam.
Aaaa jeszcze jak było wolne to była majówka. W wolne zrobiliśmy sobie wolne. Niby logiczne a w logice nazywa się to tautologią lecz nie dla wszystkich. Nie trzeba również znać co oznacza z angielskiego work life balance niemniej warto wiedzieć, że dzień wolny od pracy oznacza, że nie pracujesz. Święta, majówka i inne długie weekendy są dla ciebie i bliskich i to wy decydujecie, co robicie. My zadecydowaliśmy spełnić kolejne marzenie i lecieć do Paryża. Przez Szwajcarię bo kto bogatemu zabroni? Odpoczęliśmy, najedliśmy się pyszności i popijaliśmy trunkami przednimi. Sery, wino, makaroniki. W Paryżu nie obowiązuje mnie nic oprócz fleksybilności moich przyzwyczajeń i stylów. Bo w końcu to ja decyduję czy jako weganka zjem ser czy nie i nikomu nic do tego a kto powiedział, że oświecenie spłynie tylko wtedy, kiedy nie popijesz sera winem? Może twoje. Etykietki porządkują świat lecz nie mój. Słodka Francja za to rozczula. Oczywiście, że przywiozłam sobie perfumy a szperaniu po second handach nie było końca. Oczywiście, że na grobie Pana Morrisona napiłam się wina. Byli tacy, co zostawiali rozmemłane gumy do żucia bo taka jest tradycja a jak wiadomo, tradycja rzecz święta. Dlaczego nagle mam być grzeczna i poprawna, skoro od urodzenia słyszałam, że taka nie jestem? Jestem jaka jestem, wstydu nie mam oraz pozwalam sobie szanować siebie w komforcie i odwadze- jak to mówi tytuł jednej z książek- bycia nielubianym. Bo w sumie co mnie to? Niech każdy nosi swoje buty. Sztuka ulicy, muzyka, kapelusze. Paryż to jedno z tych miejsc, w których mogłabym mieszkać. Gdańsk, Berlin, Paryż. Zwykle zwracam uwagę na to, co pomiędzy, więcej czuję niż rozumiem, chłonę całą sobą. Paryż taki właśnie jest. Pozwala na to. Oraz naprawdę. Naprawdę! Totalnie sobie możesz chodzić ubrana jak chcesz, mówić co chcesz, uważać co chcesz i nawet obrażać królową. Francuzom nic do tego, bo każdy zajmuje się sobą a poza tym kawka, kurasą (pisownia oryginalna z Polski), gazetka w knajpce przy stacji metra, zapach bagietki i czujesz, że żyjesz. Wolność. Równość. Braterstwo. Vive la Révolution. Czy to jest subiektywne? No pewnie. Bo jesteśmy subiektywni i raczej świat jako taki nie jest taki, jak mówimy, że jest. On jest różny. Pierwszą wiadomością po wylądowaniu na tej ziemii była informacja o śmierci Joki. Gdzie jest Joka? To był duży smutek. Przypomniał mi się koncert, na którym byłam rok temu z synem. Przypomniało mi się wiele, na przykład jak porywałam go ze szpitala po wypadku, pakowaliśmy wózek do samochodu i fru na miasto. A w aucie z głośników jedno: "podpaliłem kontynenty...". W moim telefonie drugie: "przeważnie o tej porze...". I nagle nie ma Joki? Dusza opuściła ciało. Się wylało się stało się zamknęło. Joka, foka, sroka. Szacun ziom. Do zo. Zmarł też Stachu Sułkowski, pałacowy chłopiec, bohater mojej książki. 94 lata to słuszny wiek. Na pogrzebie było dużo radości. Z życia. Z tego, że znaliśmy Stacha, że było nam dane, że tyle wspólnych chwil, radości, mądrych rozmów i historii. Zostaną po nas książki.
Wczoraj ktoś mi zadał pytanie, jak to się robi, że dobę się rozciąga do 34 godzin? No rozciąga się i się ma. "Wyobraź to sobie sobie"**. Subiektywne poczucie czasu oraz dobra logistyka i mamy to. A królowa logistyki jest jedna. Nie cierpię na nadmiar zajęć i obowiązków. Cierpię na nadmiar komentarzy w tym temacie. Bo to jest tak, że jak się czegoś nie chce robić to się nie robi. A jak chce to się robi. Ja robię, bo chcę i lubię. Śpię, jem, modlę się, kocham. Odpoczywam. Mam swój rytm. 5- 22. 5-22. 5-22. Tak to to. Tak to to. Czujecie? W weekendy odpuszczam choć ciało lubi ten rytm, tylko wtedy sobie leżę i czytam obłożona kotkami. Robię czasami dni pidżamowca i rozmemłania. Dodatkowo często nie odbieram telefonów, nie odpowiadam na wiadomości albo nie robię tego od razu. Nie sprawdzam maili jak kompulsywna paranoiczka a jak sprawdzę to nie zawsze od razu odpowiadam na nie. Nie mam w prywatnym telefonie służbowych aplikacji, więc nic mi nie pika. Zresztą mam wyłączone dźwięki wszystkie i wszędzie bo moja nadwrażliwość na pikanie powoduje nieobliczalne odruchy niszczycielskie. Wieczorami, a mój wieczór zaczyna się często o 20, nie odpowiadam na smsy, na nic i za nic nie odpowiadam. Zresztą za siebie też już nie odpowiadam. Odbodźcowuję się, wyciszam, robię nic. Higiena cyfrowa first. Nie jestem na niczyje zawołanie. Nie ratuję świata zawsze, wszędzie i za wszelką cenę. Świat tyle razy przetrwał, że i w takich sytuacjach sobie poradzi. Boli mnie, że niektórzy myślą, że jesteśmy ich własnością, bo dużo robimy dla innych. Nie jesteśmy niczyją własnością. Nie jesteśmy zawsze i wszędzie, na pstryczek i guziczek. Mam potrzeby, bywam zmęczona, mam dosyć ludzi, chcę często spędzać czas sama. To oznacza, że nie zawsze mam ochotę na spotkanie, kawkę, takie tam. Także fajnie, aby nikt mi nie organizował czasu. Nie jestem po to, aby realizować potrzeby innych chyba, że są to dzieci i to dzieci wymagające szczególnej troski, uwagi i opieki. Bo na przykład są bite lub głodne albo są w kraju objętym wojną albo ich rodzice siedzą w więźniu. To mój wybór i będę sobie to robiła. Bo tak. Ja wiem czemu i tyle mi wystarczy. Nie jestem również po to, by realizować czyjeś oczekiwania. Nikomu nic nie obiecuję i nie jestem nic winna. Autonomia to moje czwarte imię. Mam swoje cele, swoje priorytety, swoje założenia i swoje zadania oraz ich świadomość. Mam swoje rachunki, swoje kredyty, swoje pięty Achillesa. Ach. I nie jestem księżniczką na ziarnku grochu ąę ekhm. Lubię żyć na przypale albo wcale. Na pełnej petardzie. Trenuję boks choć niektórym się to nie podoba. Co mnie to. Moje buty są moje. Te do boksu też. Mam też inne, do roweru. Jeżdżę. I nikomu nic do tego. To też są moje buty. Mam tyle lat na ile się czuję i to lubię. I tak sobie żyję. Przeważnie o tej porze...jak nie piszę bloga, robię w życiu super rzeczy, które nadają mu sens, czego i wam życzę, bo dzisiaj "jest dzień pierwszy mojego życia reszty".
*Jurek Owsiak
** Wszystkie cytaty będące w cudzysłowie pochodzą z pioseneczek Joki, Magika- składów: Paktofonika i Kaliber 44