czwartek, 12 czerwca 2025

DZIECI POLUJĄCE NA ULICACH W IMIĘ WIELKIEJ (POLSKI) SAMOTNOŚCI

 czyli oblicza polskiej RADYKALIZACJI w świetle danych wywiedzionych z badań a nie "widzimisię" i mody na eksperckość

    Niektórym pali się w rękach robota, inni za fetysz uznali dzierżenie w dłoniach gaśnic. Z przerażeniem spojrzałam dzisiaj na statystyki dotyczące moich wpisów na blogu i trochę siebie karcąc a trochę chwaląc poczułam, że to jest ten moment, aby coś napisać. Dawno tego nie robiłam, uzbierało się sporo wszystkiego, zarówno wyjazdów służbowych jak i moich działań, pracy, obowiązków. Wszystko to w kontekście wydarzeń w Polsce, w tym wyniku wyborów prezydenckich. Opuszczenie kraju tuż po wyborach pozwoliło mi spojrzeć z lotu ptaka na polikryzys i sytuację, która wydaje się być potwierdzeniem słów Stefana Kisielewskiego o tym, że "to, że jesteśmy w czarnej d..... to jedno, lecz my zaczynamy się w niej urządzać". To się urządziliśmy proszę państwa. Na uniwersytecie w Weronie tuż przy wejściu wisi baner z napisem, który można przetłumaczyć: "Na tym uniwersytecie promujemy wielość idei i światopoglądów, potępiamy przemoc, dyskryminację i nietolerancję". Nie ukrywam, poczułam się po prostu bezpiecznie oraz miło i to bynajmniej z powodu podanego do lunchu prosecco. Coś ze mnie zeszło. Napięcie a może lęk? Sądząc po nastrojach i inskrypcjach na banerach i murach, Włosi uporali się z faszyzmem, nacjonalizmem, dyskryminacją. Z faszyzmem uporało się również sporo innych cywilizowanych narodów a miałam świetną okazję, aby o tym rozmawiać kilka dni w międzynarodowym gronie. Przed wyjazdem z Polski zanotowałam kilka ataków białych dzieci na inne białe dzieci na krakowskich orlikach. Nastolatki miały w ręku maczety i telefony, czasami e-papierosy oraz groziły innym dzieciom użycia pierwszego i drugiego, jeśli nie odpowiedzą grzecznie na pytanie o to, za kim są. "Za kim jesteś?" to popularne w Krakowie pytanie, na które odpowiada się w zależności od tego, po której stronie Błoń się mieszka, albo: "Wisła Kraków" albo "Cracovia". Niby proste i takim było do momentu, aż moja studentka nie została zapytana w Warszawie na ulicy przez białego chłopca: "za kim jesteś?" lecz tym razem nie chodziło mu o kibolskie układy i terytoria sensu stricto jak się okazało, wszak w stolicy jest się tylko za Legią i każdy to wie. Ulicznemu chłopcu chodziło o kandydatów na prezydenta RP, co poniekąd do kwestii kibolskich sprowadzić można i należy. 

    Wynik wyborów nie tyle mnie rozczarował co przeraził, bo pomijając brak sympatii do obydwu kandydatów i ich ugrupowań politycznych zdałam sobie sprawę z tego, że żarty się skończyły. Jako Polki i Polacy idziemy łeb w łeb, 50 na 50, urządzamy się na biało- czarno i brunatno, nie zaś na biało- czerwono. Wykształciuchy versus przeciętniaki, złodzieje versus naiwniacy, prawacy versus lewacy, bandyci i przestępcy versus frajerzy i cwele, ćpuny i zadymiarze versus miłujący estetykę i delikatność, wandale językowi versus erudyci, tygryski i niedźwiadki versus szukający spokoju, kombinatorzy i cwaniaczki versus bidni lecz uczciwi, ci jeżdżący na wakacje do Turcji i Egiptu oraz Ci szukający ciszy w Bieszczadach, itede, itepe. Wróciłam do Wielkiej Polski. Polski brunatnej, nienawidzącej różnorodności. Wróciłam do Polski polującej. Po powrocie zajęłam się procesem urządzania siebie i meblowania na wewnętrznej emigracji, bo mi się odechciało w aktywność i aktywizację oraz szanowanie demokracji, która nią nie jest. Bo dla mnie demokracja to wartości a nie możliwość pójścia do wyborów. W totalitarnych systemach również były i odbywają się wybory. 

    Podczas umiędzynaradawiania na włoskich uniwersytetach polskiej nauki i mówienia o dzieciach ulicy, których oficjalnie w Polsce nie ma, czytałam w mediach społecznościowych o sobie komentarze od prawdziwych Polaków z Wielkiej Polski: "bo ty to z murzynem byś chciała", "tylko robić dzieci i je zabijać chcesz", "lewacka ku..wo ciapartych ci się zachciało", "wszystkich tęczowych do gazu", "dzieci ci przeszkadzają, że chcesz je zabijać?" (wpisy oryginalne). A wszystko to komentarze na moją uwagę o tym, że obawiam się traktowania kobiet przedmiotowo. No nic. Urządzić się nie mogę jednak nadal w sobie, bo ciągle coś się dzieje i wciąż ktoś coś ode mnie chce choć we Włoszech miałam dla dziennikarzy pretekst i odpowiadałam "nie wiem co się dzieje w kraju bo mnie w nim nie ma". Jednak wróciłam z ziemi włoskiej do Polski i się zaczęło. Wczoraj horda białych nastoletnich dzieci cispłciowych męskich zaatakowała jedną z warszawskich galerii artystycznych, krzycząc coś o "je...niu Żydów i LGBT". W tym samym czasie jeden z polityków dokonał aktu wandalizmu w Sejmie RP, niszcząc banery z tęczowymi treściami. Kilka dni wcześniej jeszcze za granicą zobaczyłam w mediach społecznościowych, jak to naród polski znowu coś/ ktoś podzieliło, tym razem cis płciowe dziecko płci żeńskiej z kucykami, skaczące przed kamerami w obecności rodziców. Znaleźli się jednak gotowi oddać swe wirtualne życie w imię ochrony meanstreamowej dziewczynki z elity socjoekonomicznej, zdrowej oraz bezpiecznie i wesoło bawiącej się przy swojej rodzinie. W tym samym czasie w Polsce inna dziewczynka w realu odzyskiwała z trudem życie niemal zagłodzona na śmierć winogronami przez rodziców, którzy się nad nią znęcali bo ktoś im powiedział, że ziemia jest płaska a dzieci się nie szczepi bo to spisek Żydów i w szczepionkach są tęczowe płody. Nawet niektóre z moich koleżanek feministek, które milczały wobec katowania dziewczynki karmionej winogronami, zaczęły krzyczeć "won od dziewczyn" wobec wypisywanych w mediach społecznościowych bzdetów o skaczącej przed kamerami, śmiejącej się dziewczynce. Raz jeszcze okazało się, że konformizm, podatność na podliz władzy jest nie lada pokusą a wykluczane dzieci zawsze będą niewidzialne: czułam, że wszystko zwariowało i przestałam łączyć kropki nie tylko dlatego, że we Włoszech na ulicy słyszałam "bella" a w Polsce słyszę "ku..wa", było mocne słońce, dużo dobrego jedzenia i wycieczka do pięknej Wenecji. Z fragmentów pamięci wydobyłam jednocześnie rozmowę z moją koleżanką o tym, jak to wszelkiej maści "korczakowcy" współcześni nienawidzili by Henryka Goldszmita, gdyby ów pojawił się nagle między nimi. Ulicznik, alkoholik, obsesyjnie gadający o dzieciach, siedzący z nimi na ulicy i chroniący je w getcie opowiadając im dyrdymały o jakimś Królu Maciusiu w sytuacji, gdy umierały z głodu i zjadały je wszy. Nikt nie lubi brudasów, pijaków, włóczęgów, band dzieci krzyczących i goniących bez opieki. Problem jest jednak taki, że obecnie bez opieki gonią nie tylko dzieci tzw. "patusów" i "osimsetów" (oryginalny język jednej części Polski nazywającej tak drugą część Polski) lecz również dzieci średnio i wysoko sytuowane, czyste, dobrze ubrane, wykarmione, mające dobrze ustawionych materialnie i najczęściej pracujących rodziców. Ubóstwo moralne i emocjonalne to przekleństwo współczesności. Telefon w dłoni, w drugiej e- papieros (dał nam przykład elekt z Gdańska jak snusować mamy), czasami maczeta lub gaz i huzia na Józia yyyy Icka, bo tradycyjnie w Polsce jest to najczęściej Żyd, czasami Cygan i zwykle obecnie elgiebet. Pozornie jestem chaotyczna, w gruncie rzeczy jednak bardzo metodyczna i systematyczna a nawet konsekwentna. Konsekwentnie chcę powiedzieć: "A nie mówiłam?". Jest w tym pokusa cynizmu i założenia rąk oraz krzywego uśmiechu i tupania nóżką, chociaż mi pewnie gesty te nie grożą. Od miesięcy przerzucam się z dwoma ministerstwami pismami dotyczącymi ułożenia w Polsce kwestii pracy z dziećmi na ulicy, uprawomocnienia pracy pedagogów ulicy, ich należytego przygotowania do działań terenowych, w tym pracy z bandami i gangami dziecięcymi i młodzieżowymi. Wszystko jest jednak super a ja się czepiam, ewentualnie wymądrzam i nie mam racji, bo każdy z decydentów robi wszystko dobrze, dzieci na ulicy w Polsce nie ma, dofinansowanie pieczy zastępczej załatwi nam problem a jeśli widzę gdzieś nieprawidłowości, powinnam je zgłosić bo to mój obowiązek. Moje rodzinne miasto robi jeden spęd tysięcy nastolatków do nowoczesnej hali widowiskowo- sportowej nazywając to profilaktyką nienawiści, wydaje grube tysiące i sprawę uważa za załatwioną a w sytuacji, gdy ktoś powołuje się na moje opracowania naukowe od jednej radnej słyszy: "a kim żesz to jest ta pani profesor?". Serio? 

    Zatem do brzegu: kim są chłopcy atakujący z ulicy galerię artystyczną, grożący podpaleniem i wyzywający od Żydów? Gdzie, jak i czemu zginęła portierka zaatakowana siekierą przez zradykalizowanego studenta sympatyzującego z terrorystycznymi organizacjami, skrajnie narodowymi politykami i chodzącego na marsze niepodległości w Polsce? Czemu dzieci w Krakowie gonią bezkarnie z maczetami a w szkołach królują wlepki kibolskie? Czemu atakuje mnie policjant w Krakowie nota bene na spotkaniu dotyczącym bezpieczeństwa i przeciwdziałania dyskryminacji, którego proszę o oczyszczenie miasta z wlepek kibolskich o treściach: "miejscy mordercy" czy "miejscy terroryści"? Czemu nagle grupy dzieci zaczęły jawnie utożsamiać się z terrorystami? I czy aby tak nagle? Nic nie dzieje się nagle a życie jest bardzo konsekwentne, logiczne i oparte na relacjach przyczynowo- skutkowych. Podobnie, jak konsekwentnie niektórzy siedzą za biurkami tworząc abstrakcyjne koncepcje lub w kółko od lat mówią to samo trudnym dla przeciętniaków językiem. Noam Chomsky jak jeszcze mówił (95 letni obecnie filozof stracił możliwość mowy i pisania), zapytał kiedyś: czemu obecnie elity intelektualne nie angażują się już czynnie w działania na rzecz naprawy sytuacji ubóstwa i nic nie robią z brakiem solidarności społecznej? Nic z tego nie wynika oprócz coraz bardziej czarno- białej i brunatniejącej Polski, w której nie ma zaufania do ludzi znających języki i wykształconych a zaciera się ręce z radości na wieść o tym, że ktoś przechytrzył system i załatwił sobie dyplom jakiejś mało znaczącej prywatnej szkółki, których wiele. 

    Potrzebujemy rozwiązań i to szybko. Aby je mieć, musimy zacząć opierać się na wynikach badań naukowych i sprawdzonych rozwiązaniach a nie gdybaniu, mniemaniu, spekulowaniu i widzimisiowaniu. Stare modele odeszły, nowych jeszcze nie ma lub się tworzą i są sprawdzane. Stara prawda o świecie nie istnieje, nową dopiero tworzymy. Dotychczasowe paradygmaty są nieaktualne, nowe się wyłaniają a być może mamy ich śmierć ostateczną i na zawsze. Sprawdzone niegdyś rozwiązania obecnie można wyrzucić na wysypisko zaśmieconego świata. Oraz- nie ma jednego rozwiązania, jednego wyjaśnienia, jednej recepty. Z założenia blog ten nie jest naukowy niemniej pozwolę sobie streścić pewne wyniki badań, które niedawno przeprowadziłam z koleżankami z pracy i które zdają się być tożsame z wynikami badań pochodzących z innych krajów. Wiem to, bo dwa lata siedziałyśmy nad 40 tysiącami artykułów naukowych o międzynarodowym zasięgu, mówiących o procesie radykalizacji i wynikami badań nad nim. Na tym polega przecież praca naukowa, nie na wymądrzaniu się i pouczaniu. Z pokorą i full zmęczona króciutko: 767 młodych w wieku 17-28 lat zostało przebadanych w kontekście empirycznej weryfikacji zintegrowanego modelu pozwalającego lepiej zrozumieć, w jaki sposób samoocena, samotność i podatność na ideologie radykalne wspólnie przyczyniają się do zachowań agresywnych. Samoocena okazała się wpływać na agresję przede wszystkim za pośrednictwem poczucia osamotnienia i była pośrednio związana z agresją poprzez aprobatę dla postaw radykalnych. Co z tego wynika? Uczestnictwo w grupach o radykalnym zachowaniu i poglądzie może czasowo łagodzić poczucie samotności i wzmacnia samoocenę. Radykalne grupy usprawiedliwiają zachowania agresywne i je normalizują poprzez dostarczanie narracji pomagających przekształcić przemoc w uzasadnioną reakcję na domniemaną niesprawiedliwość, wzmacniając tym samym związek między wykluczeniem społecznym a agresją. Dlatego aby skutecznie działać prewencyjnie i edukacyjnie, trzeba przeciwdziałać izolacji społecznej i wykluczeniu jako czynnikom ryzyka samotności. Rozumiecie, jakie są przyczyny? Rozumiecie, co należy robić? Wracając do chłopaków z ulicy atakujących w kontekście radykalnym galerię artystyczną można sobie łatwo wyobrazić, w jakiej sytuacji są te nastolatki, mające mówiąc językiem babci "za dużo w tyłku" bo i telefony i ciuchy i e- papierosy, a za mało najważniejszego. W zamian karanie, izolowanie na przemian z nagradzaniem materialnym, ubóstwo moralne i emocjonalne rodziców ciułających na wakacje w kurortach i mamy na ulicach dzikie, zradykalizowane, nienawistne dzieci. A czy ich narracja nienawiści jest narracją o Żydach, Cyganach czy elgiebetach, zdaje się być przypadkowe lecz z pewnością usprawiedliwia złość na życie. W kontekście Polski takie akurat narracje zawdzięczamy panom politykom mającym związki ze światem biznesu i pseudofootbolu. W krajach takich, jak na przykład Francja narracja młodych radykalnych dzieci dotyczy czegoś innego. Prościej się nie da. Cały tekst z wynikami badań znajdziecie tutaj: 

https://psycnet.apa.org/fulltext/2026-15518-001.pdf fbclid=IwY2xjawK3nOtleHRuA2FlbQIxMABicmlkETE3a3h3Y3JKNGliTjR4WTVjAR6gi3jvz-TeKW2WBXvt4ZL74pb8yg5pI0DXixyWa_I_nB LG4A_MA2gMfUnQ_aem_p7MUNCjTqsDtQeqlcQ_mkg


"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...