czyli czemu dawno nie pisałam bloga i robię to akurat dzisiaj oraz jaka magia tkwi w słowie GRANICE?
Mam tak serdecznie dosyć laptopa i rzeczywistości cyfrowej, wszystkich tych wirtualnych wygibasów i esów floresów, że przez jakiś czas nie byłam w stanie otworzyć nawet mojego bloga. Teraz nie jest tak, że mam postanowienie noworoczne i nie tak, że muszę. W gruncie rzeczy zdaję sobie sprawę, że piszę go dla siebie, aby coś uporządkować, coś wylać, coś sobie zwerbalizować i zobaczyć. Gombrowiczowsko tworze formę własną i wyrzucam ją na zewnątrz a kształt mój rodzi się ze mnie. Ciekawe, że pamiętam tam ten cytat z czasu, gdy uczyłam się do matury. Piątek zwykle jest dniem, kiedy wszystko chcemy szybciej skończyć aby przynajmniej chwilę odpocząć. Kultura zap****olu doprowadziła do sytuacji, kiedy łatwo jest mi mieć wyrzuty sumienia z powodu tego, że w weekend chcę odpocząć bo widzę, słyszę i wiem, że przecież wszyscy wokół pracują. Pracują na urlopach, w święta, ferie i inne dni wolne od pracy, w wakacje a podczas urlopu to już na sto procent. Tylko ja jakaś taka zmęczona jestem, potrzebuję się przejść na spacer lub wsiąść na rower po wielogodzinnym sterczeniu przed ekranem, mam chore oczy, cellulit i oponkę. Zwykle wstaję o 5 rano, robię kawę i odpalam laptopa a w nim skrzynkę mailową. Trzymając się zasad Work life Balance oraz zaleceń władz uniwersyteckich, chociaż piszę maile o 5 rano, nastawiam ich wysłanie na 7.30- 8.00 bo to zwykle czas, kiedy według regulaminu pracy UJ zaczynamy działać. Pomieszanie z poplątaniem przy zadaniowym czasie pracy a i tak mało kto przestrzega tych zapisów. Ja się staram i robię to dla siebie. Dla mojego kręgosłupa, ud i oponki. Wyjazd w weekend? "Ale ty dużo jeździsz". Wyjazd na wakacje? "Eeee ja w tym roku nie miałem wakacji bo pisałem projekt". Wyjazd na święta? "W święta to ja pracuję". Serio? A ja mam tego serdecznie dosyć i dlatego właśnie piątek to nie jest czas na maile ponieważ drugą godzinę zmuszam się do otwarcia skrzynki i zerknięcia, czy na dzisiejsze napisane o 5 rano maile otrzymałam odpowiedzi. Jednak nie, nie zrobię tego dzisiaj, świat mi się nie zawali. Świat zawalił się, kiedy nastolatka zabiła koleżankę, inna wyskoczyła z nożem na seniorkę, jeszcze inna chciała skoczyć z mostu do lodowatej wody a za śmierć Kamila Mrozka z Częstochowy nadal nikt nie poniósł konsekwencji. To też jest powód, dla którego długo nie pisałam bloga. Moja lista tematów nie nadążyła za rzeczywistością. Coraz więcej publikujemy, zbieramy punkty, wyścigujemy się na granty lub do tych bloków startowych jesteśmy zmuszani a tak naprawdę za wiele z tego nie wynika. Chcemy, aby AI projektowała nam rzeczywistość i życie w momencie, gdy dzieci to życie odbierają innym, chcą je odebrać sobie bądź je tracą. O co tu do cholery chodzi? Znowu odwołam się do swojego czasu matury, ponieważ to były wtedy moje rozkminy i jak widać, aktualnie nic się nie zmieniło i zmieniło się wszystko. W notesikach zapisywałam cytaty z "Dżumy" Camusa, "Małego Księcia" de Saint Exupery i "Ferdydurke" Gombrowicza. Jednak pytania podstawowe nadal nimi pozostały. Pozwalam sobie i ja w nich pozostać. Mam jeszcze trochę życia (chyba?) aby podążać ich drogą szukając odpowiedzi. Nie tacy jak ja szukali, wiem. Co z tego? Klęska urodzaju tematów zablokowała mnie w pisaniu. Uciekając od rzeczywistości cyfrowej założyłam kolejny z setek zeszycików i notesów, w których zapisuję rzeczywistość. Po godzinie 20.00 nie ma mnie w dostępności wirtualnej a i coraz częściej odkładam w ciągu dnia odpisywanie na smsy i wiadomości. Skrzynkę mailową mam tylko w przeglądarce, ani mi się śni zakładać aplikacji i innych elektronicznych smyczy. Nie odbieram telefonów od nieznanych i nie zapisanych numerów. Mimo tego kto chce, ma ze mną kontakt a najważniejsze jest to, że mam kontakt ze sobą. Obłożona książkami i kotami pragnę wrócić do rzeczywistości analogowej, radia i papierowej gazety. W dzień pracować i sobie żyć a w nocy spać. To takie proste. W moim noworocznym notesiku napisałam dwa słowa- motta: "POWOLI", "PO KOLEI", "ZWOLNIJ". Trzecie brzmi: "REALIZUJĘ TYLKO SWOJE CELE". Nieskończone możliwości kontaktu spowodowały to, że świat się rozbuchał. Ile to razy już powiedziałam w ubiegłym roku, że co chwilę każdy coś ode mnie chce? Nie wchodząc w szczegóły tutaj wiem już, że często realizowałam cudze cele i cudze marzenia. W tym roku chowam się trochę cyfrowo i głębiej oddycham. Już działa. Układam ważne zagadnienia i tematy, robię plany, definiuję cele, kartkę dzielę na pół na zielono zaznaczając te fragmenty rzeczywistości, które chcę mieć w swoim świecie a na czerwono te niekoniecznie. Tak, są tam też ludzie ponieważ czasami w ludziach również trzeba zrobić porządek kreśląc granice i definiując ich miejsce na planszy. Działa. Na początku roku akademickiego kierując się doświadczeniem z poprzedniego stworzyłam dla moich magistrantek (same kobiety cis płciowe więc języka z tą formą używam świadomie) kontrakt z dokładnymi deadline'ami w kwestii poszczególnych etapów pisania pracy magisterskiej. Doświadczenie, o którym piszę, było nad wyraz negatywne. Ja, zwykle otwarta na osoby studiujące, bez problemu łapiąca z nimi wspólny język, pomagająca jak tylko to możliwe, doświadczyłam porażki. Trzy osoby nie przystąpiły do obrony prac magisterskich, bo: nie chodziły regularnie na zajęcia i konsultacje, unikały spotkań lub przychodziły z pretensją, nie odpowiadały na maile, nie przyjmowały żadnych moich uwag. Pretensje dotyczyły tego, że one "muszą" studiować i pisać pracę magisterską, że ja im przeszkadzam w pracy zawodowej i w życiu, że one mają mnóstwo problemów życiowych a ja coś od nich chcę. Koniec końców jedna z nich powtarza rok, dwie odeszły z seminarium wcześniej skarżąc na mnie dyrekcji ponieważ w wakacje i podczas urlopu nie odpowiedziałam na maila a tam były "prace". Oczywiście "prace" to za dużo powiedziane niemniej podziękowałam paniom za współpracę. Nie wiem, co robią obecnie. Wiem jednak, co robią moje aktualne magistrantki. Systematycznie pracują nad pracą magisterską i są ze mną w kontakcie. Spowodował to wspomniany kontrakt, który na początku roku studentki miały przeczytać i podpisać. Ostatnio jedna z nich mi podziękowała za niego mówiąc, jak bardzo jej pomaga systematycznie pracować i trzyma w ryzach. Dwie prace mgr są już prawie gotowe chociaż obrony dopiero w czerwcu, inne studentki mają skończoną część teoretyczną i metodologiczną, skonstruowane narzędzia i realizują badania naukowe. Cóż. Ja od zawsze sama sobie organizowałam pracę, widać obecne pokolenie studenckie potrzebuje dostać tę logistykę z zewnątrz. Całe to przedsięwzięcie z kontraktem mocno mnie stresowało gdyż jak to ja mam mówić dorosłym ludziom, co mają robić. Myślałam, że studentki odbiorą to jako kontrolę i presję. Ja bym tak odebrała właśnie, zresztą w ich wieku byłam już matką i królową logistyki. Pozytywny feedback jednak wywrócił moje obawy do góry nogami. Istotą całej sytuacji jest magiczne słowo: GRANICE. Także w tym roku obok: POWOLI, PO KOLEI i ZWOLNIJ ważne są GRANICE. Dlatego nie otworzę już dzisiaj skrzynki mailowej bo piątek to nie jest dzień na maile.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz