środa, 15 stycznia 2025

GDZIE SIĘ PODZIAŁ HENRYK GOLDSZMIT I KTO ZAWŁASZCZYŁ JANUSZA KORCZAKA?

 Czyli raz dwa trzy w DOBRO DZIECKA wygrywasz ty :)

    Był sobie raz pewien Żyd, a właściwie polsko- żydowskiego pochodzenia człowiek. Ziemianin. Lekarz, pisarz, publicysta, pedagog, aktywista społeczny. Mógł sobie być, kim chciał. Był więc również teozofem i masonem. Praktykował dobroczynność, co w ówczesnych kręgach wolnomularskich nie było niczym nadzwyczajnym. Wychowany w duchu haseł pozytywistycznych i działań społecznych nie mógł usiedzieć na miejscu i non stop coś robił. Nosiło go strasznie. A to studia lekarskie- stąd doktor jak coś ;) a to założył orkiestrę, innym razem znowu powołał do życia gazetę czy też szpital. Żaden problem. Acha, mial na imię Henryk Goldszmit. Szaleństwa młodości mają swoje prawa i stąd jako około 20- letni młodzieniec Henryk przybrał sobie pseudonim. Dzisiaj powiedzielibyśmy, że ksywkę. Jakie mieliście ksywki w młodości? Ja byłam Mrówką, Koniczyną, Jogą, Wilkiem. Jemu jednak zachciało się być Januszem Korczakiem bo naczytał się Kraszewskiego. Henryk vel Janusz był dekadentem i z takimi się zadawał choć nie wiadomo, co było pierwsze. Włóczył się zatem z poetami przeklętymi i rzezimieszkami po ulicach i zaułkach tam, gdzie sam diabeł mówił im dobranoc. Najlepiej nocą. Śmiało można powiedzieć, że ulicę poznał od podszewki podobnie, jak jej tubylców: prostytutki, alfonsów, opryszków i pijaków. Zresztą z jednym z nich, Luciem Licińskim, bardzo się zaprzyjaźnił. Razem pili wódkę z nożownikami i pisali dekadenckie testy. Młodość jednak gburna i durna przechodzi kiedyś w wiek męski. Nikt tego nie lubi. Dorosłość, obowiązki, rachunki, w nocy się śpi a w dzień pracuje. Takie tam. Dodatkowo Henia dopadały a to wojsko a to kobieta. Również podróżował, nie wiadomo jednak do końca, czy jako Henryk czy jako Janusz. Na pewno wiemy natomiast, że ciągnęło go do innych Żydów, na Bliski Wschód. Genu nie wydłubiesz. Mieszkał trochę w Palestynie a trochę w Izraelu, w kibucu. Tam bacznie obserwował, jak traktuje się i wychowuje dzieci. W takiej jakby komunie, wszystkie razem, we wspólnocie wszystkiego i w samodecydowaniu. Po powrocie do Polski Henio trochę pracował, trochę pisał, trochę chorował. Pisał głównie jako Janusz. Aż przyszła wojna- ta najgorsza. Wszyscy wiecie, co mam na myśli. Tę najbardziej okrutną i niechlubną część dziejów ludzkości, gdzie jeden mały człowiek ubzdurał sobie, że ci, którzy mają jakoś tam inaczej zbudowane nosy i palą świecie chanukowe, nie powinni istnieć. Nie bo nie. Jeśli zaś już istnieją to mają nosić na ubraniu stygmat w postaci naszywki z gwiazdą Davida. Taką jakby pieczątkę, piętno idących finalnie do gazu. I żyć za murem. Miejsce otoczone murem nazwano gettem a jego bram pilnowali żołnierze z karabinami. Co za cringe- jak mawiają zaprzyjaźnione ze mną dzieci. Wtedy, podczas tamtej wojny za murem nic już nie było takie samo, nawet dzieci. Coraz chudsze z coraz bardziej wybałuszonymi oczami i napęczniałymi od głodu brzuchami zatracały to, co dorośli starali się im wpoić. Na powrót stawały się kłębkami instynktów. Pazurami walczyły o czerstwą piętkę chleba i wyrywały sobie kawałki jego skórki. To przecież ludzkie, że w sytuacjach ekstremalnych stajemy się zwierzęcy. W getcie było coraz gorzej. Trzeba było szybko się ogarnąć, przestać dekadencić i zająć się na poważnie życiem. Pisanie, dzieci, Pawiak, wódka, Stefa, wszy, tyfus. Henryk powoli tracił siły. Było zimno, dzieci przemarznięte do szpiku kości a on się wygłupia z tym, że mają prawo do własnego zdania. Jak dziecko z pustym brzuchem może mieć własne zdanie? No ok, jeszcze może wyda jeden numer czasopisma redagowanego przez najzdrowsze dzieci. Któreś nabroiło? Ok porozmawiajmy o tym choć przecież wiadomo, że dzieci same to rozwiążą byle im nie przeszkadzać a my dorośli sobie to nazwiemy sądem koleżeńskim. Dzieci ogarniała też Stefa. Trzeba je było umyć, nakarmić, podać przemycone za mur leki, odwszawić. Choć to ostanie wydawało się bez sensu bo wszy były wszędzie. Jakie prawa ma zawszone dziecko z napuchniętym od głodu brzuchem? Na pewno takie, aby trzymać dorosłego za rękę gdy idzie na spacer. Ostatni. Do pociągu. I poszli. Zostały po nich kamienie. 

    Zastanawialiście się kiedyś, jakie prawa ma dziecko uciekające z domu i śpiące na przystanku a później rzucane po gorącym piecu? Albo bawiące się zdechłymi gołębiami czy chcące "zaje...ć szczura"? Dziecko poruszające się wózkiem i sikające do pampersa mimo nastu lat lub to, które tak nie rozumie świata i tak go bolą dźwięki, że kopie, bije, gryzie do krwi  i drze się jak opętane? Jakie prawa mają dzieci, których rodzice przebywają w zakładach karnych albo te mieszkające w pustostanach i domach wsparcia dla ofiar przemocy domowej? Zero ciepłej wody. No chyba, że sobie zagrzejesz, jak masz czym. Kibel na korytarzu i szpary w oknach. Zza ściany sąsiad drze mordę bo za dużo wódki jednak tego dnia a ty masz zadanie domowe napisać. O sielance na wsi spokojnej i wesołej albo o dzięcielinie, która pała na jakiś łąkach a ty i tak nic z tego nie rozumiesz. Libacja za ścianą albo dach przecieka i śmierdzi grzyb na ścianie. Siostra płacze bo dostała kablem a matka jak nakręcona powtarza, że pokorne ciele dwie matki ssie, waląc w ciebie butem. W nocy był pożar dachu w pustostanie więc pół nocy w pidżamie spędzasz w wozie strażackim a rano szkoła, bo inaczej kuratorka odbierze cię matce. Sorry, to jest właśnie ta nasza patologia- powiedziała mi kiedyś "matka patuska" z getta biedy i ubóstwa. 

    Ręka w górę nauczyciele i pedagodzy, u kogo w klasie jest dziecko posiadające rodzica w izolacji więziennej? I czy nie widzicie, że ta romska dziewczynka nie może nauczyć się składać liter po polsku? Ej, ogarnijcie się, to dziecko uciekało w nocy ze swojego łóżeczka do schronu a później ktoś je zabrał pod pachę i wywiózł z Ukrainy. Zapomniało chomika. Kotek też został na froncie. Dziecko ze swojej ojczyzny zapamięta noc i strach o życie chomika. Wiem wiem, nie wszyscy. Znam Was cudowne i cudownych, oddanych, działających, mądrych. Dziękuję Wam! Słyszę od Was pytania o to, co można zrobić i jak pomóc? O to, gdzie macie przywieść paczki dla dzieci z ulicy i ile przytulanek potrzebuję dla dzieci, których rodzice odsiadują wyroki? Co mogą zrobić Wasi uczniowie w ramach wolontariatu dla dzieci? I czy przyjadę Was przeszkolić tylko jest problem bo nie macie za dużo funduszy od władz? Co robić, kiedy widzicie pręgi na ciele jednego dziecka a drugie łapczywie je kanapkę, bo zawsze do pracy bierzecie o jedną więcej. I wiecie co? Nigdy od Was nie słyszałam o Januszu Korczaku- pedagogu, doktorze, pisarzu. Nigdy też nie słyszałam od Was o Henryku Goldszmicie- Żydzie. Za to słyszałam o konkretnych dzieciach czy też grupach dzieci w konkretnych sytuacjach życiowych. Słyszałam też o Waszej bezradności w dobijaniu się o prawa tych właśnie dzieci- z terenów dotkniętych powodzią lub skrzywdzonych przez księdza. Wasze głosy zagłusza jednak neoliberalny i populistyczno- propagandowy dyskurs o prawach dzieci, bleblany przez mądre głowy bez refleksji, zastanowienia i pokory. O jakich dzieciach oni wszyscy mówią? Tak konkretnie. Rozglądam się i nie widzę. Halo? Nie widzę też nikogo z nich w ośrodkach siostry Małgorzaty Chmielewskiej, w domu dla bezdomnej młodzieży czy tym dla nastolatek w ciąży. Nie widać również nikogo w kanałach łączących familoki, w których dzieci wąchają klej i na potęgę wysiadują w dark roomach w Internecie bo wiadomo, można mieć pusty brzuch lecz smartfon z "osiemsetplus" każdemu dziecku się należy. Dlatego rodzice sobie kupują niemieckie samochody z zaciemnionymi szybami a dzieciom smartfony. "Moje" dzieci czasami śmierdzą. Mają wszy i brud za paznokciami. Nie myją zębów. Mają stare buty i zimą chodzą bez czapek. Bez przesady, przecież bluza ma kaptur. Wiedzą za to, gdzie za kamienicami leży zdechły kot i jakie barwy mają lokalne kluby sportowe. Nie wiem, czy słyszały coś o prawach dziecka. Na pewno wiedzą jednak, czym jest dobro dziecka. Dobro dziecka to brak nowego siniaka i policji wieczorem oraz ucieczka z matką przed ojcem, nawet do piwnicy. Dobro dziecka jest również wtedy, gdy idziesz do szkoły i nikt nie powie, że jesteś patusem i cwelem a twoja matka ku..ą. Dobro dziecka jest wtedy, kiedy masz ten smartfon, nie zapomnisz doładować i możesz napisać streetworkerce- pedagożce ulicy, że "pani, jest gitówa bo stary nie robi przypałów na chacie" i spokojnie możesz posiedzieć na "tiktoczku" a jak coś to wiesz, że pani tam też będzie. 

    Kiedyś byłam na spotkaniu w Stowarzyszeniu im. Jana Karskiego w miejscu, w którym było getto żydowskie. Miałam wystąpienie. Było mnóstwo osób działających z dziećmi, które są totalnie na marginesie systemu, zarówno w płaszczyźnie pomocowej jak i ochronnej czy edukacyjnej. Wszyscy właściwie dorośli, którzy mieli wystąpienia o cierpieniu dzieci, ich sytuacji, konkretnych lokalnych działaniach i użeraniu się z "tymi tam wyżej" mówili: "nie będziemy mówić o Korczaku, bo wszyscy dobrze wiemy, jaka była sytuacja i wiemy, jak jest obecnie". Znamienne. Janusz Korczak jednak w niektórych bańkach jest fancy i na sztandarach z nim można wiele. Głównie dla siebie. Szczególnie przydaje się w wymianie krzeseł na bardziej wygodne. Z Henrykiem Goldszmitem jest często nie po drodze i to niezależnie od tak zwanych opcji politycznych bo "nigdy nic nie wiadomo". Nie wiadomo, kto będzie chciał podać nam jedną rękę, bo w drugiej ma hajs. A może ktoś mówiący o bydlętach na granicy i tęczowej zarazie w szkołach na ten przykład, i co wtedy? No nie podać ręki nie wypada bo przy okazji drugą można wyciągnąć, zawsze coś wpadnie. Jak dodacie do sztandaru z doktorem- koniecznie w pękniętych okularach bo są fancy jak sam doktor, hasło "dobro dziecka", macie to! Jesteście w grze na wygranym polu i możecie spokojnie w ciepełku z pełnymi brzuchami robić selfiaki na ściankach bo "twojsze dobro dziecka jest lepsze niż mojsze" . Raz dwa trzy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...