oraz niczego o nich nie ma w konstytucji...
Tak mi się muzyczne konotacje po głowie obijają i parafrazują. A to Dezerter a to Świetlicki. Trochę ze zmęczenia i czekania na koniec semestru, co najmniej jakby miał on coś zmienić. Trochę natomiast z przedawkowania świata eksperckiego. Bo to jest tak: seminarium- eksperci- tki. Konferencja- eksperci- tki. Spotkanie w ministerstwie jakimkolwiek od czegokolwiek, nawet od dziwnych kroków- eksperci- tki. Komisja- eksperci- tki. Posiedzenia, obrady, sympozja, warsztaty, szkolenia- eksperci- tki. Totalnie absolutnie bezdyskusyjnie żyję w świecie ekspertów i ekspertek od wszystkiego. No i dobrze. Myślę sobie, że w polityce to normalka. Ktoś kończy zarządzanie i marketing, może nawet na on lajnie weekendowo, popracuje a to w urzędzie a to w fundacji, poasystuje innemu politykowi bądź polityczce a może i w jakiejś spółdzielni mieszkaniowej zdobędzie doświadczenie- moja nazywa się "przyjaźń", a Wasza? Jej pani prezes nomen omen (bez skojarzeń plis bo zbieżność przezwisk przypadkowa) pouczyła nas lokatorów dzisiaj na zebraniu o naszych obywatelskich obowiązkach i że jeśli nie zgłosimy na policję robiących kupki gołębi to my poniesiemy konsekwencje (sic!) bo spółdzielnia nomen omen "przyjaźń" nie jest od cytat: pomagania i wspierania lokatorów. Ona jest, jak to doprecyzował siedzący obok pani prezes spółdzielni mieszkaniowej "przyjaźń" radczyna prawny z koziej yyyy trąba, "proszę państwa od zarządzania" a "podstawa to jednak komunikacja". No to ja nawet nie pytałam już, z jakiej szkoły prawnej jest ekspertem bo już jednego takiego eksperta od wszystkiego uczącego się całe życie znamy a i szkołę prawa potrafimy zidentyfikować. A po co bruździć? Zatem wracając do zarządzania i marketingu na on lajnie polityk bądź polityczka to ja rozumiem że jeśli zabiera głos to jest on ekspercki. Znam taką panią poseł nie tylko z telewizora, która potrafi w jednym zdaniu połączyć wypowiedź o fotowoltaice i prawach dziecka. W sejmie zajmuje się nie byle czym i nie byle kim i komisji ważnej przewodniczy, chociaż jak podaje wikipedia, skończyła politologię a nie pedagogikę. Jednak jest nowoczesna więc jest ekspertką. Jakby nie patrzeć, do szkoły chodziła, dzieckiem też była to wie i się zna. No dobrze, politykę mamy za sobą chociaż podpowiem, że dobrze jeszcze skończyć kołczing. On zawsze się przydaje i brzmi po amerykańsku (choć teraz to nie wiem czy dobrze).
Jest wiele ekspertek i ekspertów. Właściwie każdy, kto o czymś słyszał lub sobie poczytał w gazecie lub ulotce a jeszcze lepiej w Internecie, eksperci sobie radośnie na spotkaniach, komisjach, szkoleniach. Co więcej, wydaje rekomendacje, postulaty a może i nawet opracowuje strategie i standardy. Jeśli zaprosi go pani od fotowoltaiki po politologii to jest multi-osobą-ekspercką w komisji interdyscyplinarnej. I tak oprócz osób eksperckich od piłki nożnej i Igi Świątek w Polsce najwięcej naliczyłam tych od dzieci i młodzieży. Wiedzą wszystko o procesach rozwoju i zwoju, o specyfice tego i owego, głoszą prawdy absolutne o tym, co najmodniejsze i na topie, czyli najczęściej hejt (co to nie wiadomo ale brzmi fancy się można poekspercić), mowa nienawiści (nie ma definicji i ram formalno- prawnych, lecz oni o niej eskperczą), dyskryminacja (pojęcie nie istnieje w polskim prawie karnym chociaż jest orzecznictwo około tego pojęcia i zjawiska, lecz eksperci wiedzą o niej wszystko bo są ekspertami- kami), radykalizacja (osobiście przeczytałam 40 tysięcy opracowań naukowych robiąc przegląd systematyczny i wraz z zespołem opracowałam adaptację dwóch narzędzi badawczych lecz nie czuję się ekspertką od radykalizacji). Mogłabym wymieniać długo, a to samobójstwa dzieci i młodzieży, a to edukacja włączająca lub edukacja w ogóle, a to regulacje prawne w związku ze wszystkim. Oczywiście z użyciem partycypacji bo to słowo to dopiero robi karierę podobnie, jak cyber. Ja tam za dużo o tym nie wiem, bo z cyber znam się tylko trochę na cyberpunku a najbardziej to na samym punku. Tymczasem eksperckie stały się raporty randomowych fundacji, zwykle tych mających dużo pieniędzy lub prowadzonych przez osoby celebryckie. To nic, że nie ma tam ani poprawnej metodologii ani właściwie nic nie ma konkretnego oprócz prawd oczywistych i bez "badań" lecz raporty są cytowane, omawiane, komentowane. Ekspertki i eksperci nie omawiają za to wyników badań opartych na solidnej metodologii badań naukowych, ba! nie realizują żadnych badań. Nie analizują wyników metaanaliz, nie robią przeglądów systematycznych, nie potrafią zacytować czołowych badaczek i badaczy w danej problematyce. Po co? Od tego są osoby pracujące na uczelniach "robiące coś na stopień lub awans" a reszta to wiadomo, "teoretycy siedzący w książkach i nic o życiu nie wiedzący". Osoby eksperckie za to są blisko życia a jeszcze bliżej, jak to mawiała moja babcia, "żłoba". Głoszą wiedzę potoczną, obiegowe opinie, popularno- naukowe spekulacje, swoje spostrzeżenia i doświadczenia nawet z życia prywatnego, bezpodstawnie je uogólniając i uznając za fakt naukowy. Robią to wszystko z mądrymi minami. Ja nazywam tę wiedzę "wywiedzioną z widzimisię". Problem jest taki, że to, co opowiadają, jak domino efektem głuchego telefonu powielają inni. I na powielaniu się często nie kończy. Generują nowych ekspertów i ekspertki dokładnie tak, jak dinozaury znoszą jaja.
Tymczasem znajoma przesłała mi wiadomość, że kolejna organizacja pozarządowa w Polsce zajmująca się dziećmi ulicy nie otrzymała dofinansowania od tzw. miasta na realizację działań podwórkowych i pedagogikę ulicy. Wiecie, co to oznacza? Zima, wcześnie robi się ciemno, wieczorami mrozik, gdzieniegdzie śnieg, a dzieci bez miejsca, w którym mogą się ogrzać nie chcąc siedzieć w domu z pijanym lub bijącym matkę ojcem. Nie mogą napić się też ciepłej herbaty z sokiem, dostać zupy lub tosta, otrzymać pomocy w odrobieniu zadania. Straciły też możliwość rozmowy z mądrymi, odpowiedzialnymi dorosłymi i kontaktu w sytuacji doświadczania przemocy czy innej krzywdy. Nie mają już również możliwości realizacji swoich pasji czy rozwijania zainteresowań w sposób bezpieczny. Argumentacja tzw. miasta? Program był za drogi. Rozumiecie? ZA DROGI. Bo jakże to wypada aby dzieci z rodzin o niskim statusie i ubóstwie moralnym chodziły na basen za darmo czy nie daj bogini na ściankę wspinaczkową, grały w piłkę, chodziły na wycieczki i dostawały tosty z pysznym, ciągnącym się serem. Jak to tak? To niesprawiedliwe przecież dostają "osiemset plus" a "ich rodzice to nieroby i patusy". Raport Szlachetnej Paczki 2024 (obnażył, że grupy, w które państwo pompuje najwięcej pieniędzy, są najuboższe. Czyli po prostu te programy "eksperckie" nie działają. Jedna z tych grup to seniorzy, druga- dzieci. Pół miliona dzieci w Polsce głoduje. PÓŁ MILIONA DZIECI W POLSCE GŁODUJE. Ja wiem, co to są za dzieci. Pamiętacie Kamila z Częstochowy? Raport "Poverty Watch" 2024 profesora Ryszarda Szarfenberga (oparty na naukowym reżimie metodologicznym) wskazuje na dzieci w Polsce, jako na jedną z grup doświadczających skrajnego ubóstwa, co oznacza, że nie dostają ciepłego posiłku raz dziennie, nie mają ubrań adekwatnych do pory roku, nie mają stałego miejsca do odpoczynku i odrabiania zadania w domu bądź w miejscu mieszkalnym (czy też nie mieszkalnym). Powtarzam, wiem co to za dzieci. Znam ich miejsca pobytu, ich styl życia, ich sytuację rodzinną, ich zapach i język. W takiej sytuacji program proponowany przez organizację pozarządową z wieloletnim doświadczeniem streetworkerskim w pracy z dziećmi z najuboższych środowisk nie dostaje dofinansowania na pedagogikę ulicy, bo jest za drogi. ZA DROGI DLA DZIECI, KTÓRE SĄ GŁODNE I DOŚWIADCZAJĄ PRZEMOCY. Przeczytajcie to głośno. Słyszycie jak to brzmi? Rok temu podjęłam pewną interwencję wraz z Biurem Rzeczniczki Praw Dziecka w stosunku do podobnej sytuacji w innym mieście. W skrócie, dzieci nie dostały możliwości przebywania zimą w bezpiecznym i ciepłym miejscu pod opieką pedagogów. Nie bo nie. Interwencja się udała chociaż ówczesny prezydent miasta obraził się na mnie. Jedno z miast, o którym mowa, to miasto, z którego pochodzi pani nowoczesna polityczka znająca się na fotowoltaice i prawach dzieci. Dzieci, o których niczego nie ma w konstytucji.
Ps. otrzymałam właśnie wiadomość, że pan prezydent tego miasta chce ze mną rozmawiać, współpracować i jak najszybciej dofinansować placówkę wsparcia dziennego typu podwórkowego oraz pracę pedagogów ulicy uznając decyzję swoich urzędników za skandal, oraz "przeprosić mnie (!!!) za to, że doszło do takiej sytuacji bo przecież tu chodzi o dzieci". Dziękuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz