poniedziałek, 10 marca 2025

WSZYSCY WOKÓŁ PRACUJĄ TYLKO JA SIĘ OPALAM

 będzie o karierach na cudzych grzbietach

    Też tak macie, że jak coś atrakcyjnego wymyślicie i proponujecie niektórym współpracę, mówią: "super pomysł, tak, róbmy to!" I robicie. Wy. Robicie. My. Robimy. Ty. Robimy. My. Robisz. Ty. Robisz. Wiecie, o czym mowa? Zawsze podziwiałam w niektórych zdolność podpisywania się pod pracą innych, przypisywania sobie cudzych sukcesów, umiejętność dyrygowania, wykorzystywania, dopisywania się. No po prostu jednym słowem wysokie kompetencje w zakresie ustawienia się. Ustawienia się takiego, że wy ryjąc nosem po ziemii czujecie satysfakcję, że robicie to razem. No przecież, że razem. Jak to nie? To kto robi? Przecież najważniejsze, że wyszło, co nie? Po co się czepiać kto i co.

    Jest również opcja, że jeśli się okazuje, że wasze życie to pasmo nieustających sukcesów to wtedy macie sporo znajomych. Wszyscy chcą robić z wami rzeczy. Bo z wami to wszystko wychodzi. Super!

    Czasami jest tak, że z trudem udaje się wam coś stworzyć i jeśli inni widzą, że to ma sens i naprawdę robicie super rzecz- niszczą to. Manipulacja. Intryga. Takie tam. Białe rękawiczki i maski dominują w rekwizytach. Czemu wy macie coś robić jak oni nie robią?

    Ja na przykład też często słyszę: "nie mam czasu bo pracuję" albo "nie mogłem/łam tego zrobić bo pracowałam" albo "z chęcią bym ci pomógł/ ła lecz pracuję ale przyjdę, wpadnę, pojawię się..." czytaj: pokażę się z tobą na selfie lub na filmiku. No ok dobra, podpiszę się. Zalajkuję z komentarzem w stylu: ale było fajnie, musimy częściej. Z akcentem na "my". 

    Na dobrą sprawę ja nie do końca rozumiem, czemu ci ludzie tyle pracują? Tak na marginesie. Ja to się zwykle opalam. Szczególnie w tygodniu.To znaczy tak naprawdę to jest tak: wstaję rano o 5. Bo lubię przecież. Kto by tam chciał spać do 7, nie? Myję się, robię sobie mejkap, smoothie z jarmużu i kawę z szyszek. Wszystko eko sreko mam czas to pichcę. Później piję czytając gazetę, skrolując media społecznościowe, pykając Netflix, patrząc na swoje paznokcie. Jak mi się już znudzi to robię sobie drinka i umawiam kosmetyczkę. Jadę do niej jak ona ma czas bo wiadomo, ona pracuje a ja się tylko do kosmetyczki umawiam albo do fryzjerki. Robię paznokcie, rzęsy, włosy, pilingi, botoksy i maseczki ze złota. Później lancz czyli eko świeża rzemieślnicza bez glutenu i bez cukru sałata. Trochę się śpieszę, bo mam za chwilę solarium. Dobra ok jak jest ciepło to idę na plażę. Poopalam się, ponudzę, nagram tik toczka, posłucham spotifaja, pogrzebię w piasku. Tak to jest przecież, że jedni muszą pracować aby inni sobie te instagramy oglądali i się do nich wypinali. I tak mi mija dzień cały więc na dobrą sprawę sama nie wiem, czemu wieczorem jestem taka zmęczona, że mózg mi nie pracuje i mnie odcina? Przesadzam. Inni pracują to co dopiero oni mają powiedzieć? 

Ja się tylko opalam.

    I mogła bym tak długo, na przykład o tekście, który ogarniacie sami z pisaniem i ślęczeniem cały dzień a ktoś wam mówi: "super napisane!"., "ekstra to ujęłaś". Aaaa nie dodałam, że tekst jest we współautorstwie. Tylko osoba współautorska nie zdążyła za bardzo nad nim przysiąść, bo...pracowała. ale umawialiśmy się, że podpisujemy razem to razem. Czego nie rozumiecie? Inni mają przecież prawo sobie pracować, rodzina, kredyt, te sprawy. A jak się zgodziliście na pisanie razem to się razem podpiszecie przecież. Ty zrobisz sobie przerwę w opalaniu i popiszesz. Co za problem? 

    Ostatnio spotkała mnie wyjątkowo niesmaczna sytuacja. Koleżanka stworzyła super inicjatywę. Była liderką grupy. Motywacja, energia, endorfina. Grupa wyjątkowo zdyscyplinowana. Sporo zrobione w krótkim czasie. Plan, cel, realizacja. Kogoś zabolało. Za bardzo. Jednym mściwym a może zazdrosnym ruchem karty zostały zmiecione ze stołu. Koleżanka zrezygnowała z koordynowania. Zespół został. Teraz ktoś się wciśnie i przejmie przywództwo. No przecież projekt musi być zrobiony, no nie? Kto się pod nim podpisze?

    Nie wiem, opalam się. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...