poniedziałek, 21 lipca 2025
CIEMNOSKÓRY HINDUS PRZYGARNIA SETKI BIAŁYCH, POLSKICH, CHRZEŚCIJAŃSKICH DZIECI
piątek, 18 lipca 2025
CZYM RÓŻNI SIĘ "PANI Z PRZEDSZKOLA" OD NAUCZYCIELA/KI WYCHOWANIA PRZEDSZKOLNEGO?
środa, 2 lipca 2025
JEŚLI CZEGOŚ NIE WIESZ ZAPYTAJ, SŁUCHAJ, OBSERWUJ I PATRZ NA DZIECKO
czyli jak wiele nauczyłam się w dwa dni od młodych łobuzów i młodzieżowych osób aktywistycznych
...a to było tak: ostatnie dwa tygodnie to był totalny nieobliczalny lot po wysokich levelach na pełnej petardzie, bez ograniczeń i trzymanki. Zaczęło się od tego, że otrzymałam zaproszenie od kolegi, który jest dyrektorem szkoły w zakładzie poprawczym w Raciborzu i moich "chłopaków z poprawczaka" na uroczyste otwarcie pracowni kulinarnej w ramach projektu PAKA. Projekt ten realizowany jest przez Fundację im. Księdza Jana Kaczkowskiego, zatem jazdy bez trzymanki mogłam się spodziewać, bo kto jak kto, ale Johnny wiedział, jak zrobić show. Wątpliwości nie mam co do tego, że pomimo śmierci cielesnej jest z nami obecny duchem, bo w przeciwnym razie takie rzeczy by się nie działy. Johnny nie odpuszczał, co dobrze wie Patryk Galewski, jego "synek". Wiedziałam również i ja, że właśnie z Patrykiem spotkam się znowu na otwarciu pracowni i że ponownie coś uknujemy, aby najsłabszym, najbardziej wykluczonym i pozbawionym często jakichkolwiek szans dzieciom pokazać, że można spróbować żyć inaczej a najpierw wytulić mocno i ciepło. Bo taki jest Patryk Galewski: tuli wszystkich bez wyjątku. Dyrektora zakładu karnego, profesorkę uniwersytetu, sędzię rodzinną i dla nieletnich, wolontariuszkę, kuratorkę, chłopaków - wychowanków zakładu poprawczego. Ich najbardziej. Otwarcie tej pracowni było nad wyraz udane, chłopaki przygotowali profesjonalny katering o jakim mi się nie śniło. Tym samym jadłam makaroniki lepsze niż we Francji, antipasti lepsze niż we Włoszech i przede wszystkim czułam całym moim wszystkim, że tu zadziewa się coś jeszcze. Coś lepszego niż dobre, coś nadzwyczajnego, nieprzeciętnego. Ja znam życiorysy tych chłopaków. Oszczędzę wam bo człowiek ma to do siebie, że ocenia, czasami bezwiednie. A im nie jest obecnie potrzebna żadna ocena. Im potrzebna jest informacja zwrotna od reprezentantów społeczeństwa, że chcemy ich ponownie mieć wśród nas. Chcę mieć Adama*, który jest świetnym barberem. Chcę mieć Krzyśka, który znakomicie przyrządza steka z kalafiora i makaroniki. Chcę mieć Rafała, który potrafi udzielać pierwszej pomocy przedlekarskiej i Oskara, z którym mogę jechać na rowerze, iść w góry survivalowo i który w razie sytuacji trudnej chwyci odpowiedni sprzęt i uratuje ze zgliszczy powodzian a ja potrzeba, to zabawi dzieci malując im buźki. Chcę mieć Piotrka, który porozmawia ze mną o wolontariacie, celach życiowych, edukacji a jak potrzeba to naprawi rower. Bez telefonu w ręce i bez wgapiania się w ekran. Bo tego wszystkiego chłopaki nauczyli się w zakładzie poprawczym trafiając do niego czasami za naprawdę grube czyny karalne. Znam ich życiorysy, jedna ze studentek realizowała z nimi pogłębione wywiady narracyjne do pracy magisterskiej, zresztą sami mi opowiadają. Jeden zabił ojczyma nożem. W obronie matki. Wcześniej kradł, aby nakarmić głodne rodzeństwo. Inny sypiał z bratem na klatce kamienicy kiedy to matka z kolejnym wujkiem byli pijani a wujek bił młodszego brata przy wtórze śmiechu matki. Jet też cwaniaczek okradający starsze panie "na wnuczka" i wyłudzacz gotówek z parabanków. Jest gwałciciel, włamywacz, rozbójnik. Jest kilku nastoletnich ojców. I co z tego? Dużo. Bardzo dużo ponieważ paradoksalnie popełnienie tych czynów i trafienie do "poprawczaka" uratowało im życie. W zakładzie najpierw ich odkarmiono, odprano i zdiagnozowano. Często trafiając najpierw do schroniska dla nieletnich okazuje się, że mają źle dobrane leki, nikt nigdy z nimi nie pracował terapeutycznie, nikt nie podał im ręki, nikt nie nakarmił do syta, nikt nie zobaczył. Po prostu byli niewidzialni. Jak można nie widzieć dziecka śpiącego na klatce schodowej? Można. Jak można nie zainteresować się dzieckiem, które po zmroku szwenda się po ulicach lub podwórku bo boi się iść do domu? Można. Osiemdziesiąt procent tych chłopaków pochodzi z nizin społecznych, gett biedy, jest spod tak zwanego "złego adresu". Różnica jest taka, że jeśli dziecku z rodziny o przeciętnym lub wyższym statusie socjoekonomicznym ktoś zrobi krzywdę, podwinie się noga, nawet niechcący coś nabroi, ma zwykle za sobą sztab dorosłych. Dzieci o niskim statusie socjoekonomicznym nie mają takich szans, gdyż z definicji i od urodzenia są "patusami", "osimsetami", "bandziorami". Nauczyciele często nie widzą dobrego powodu, aby przebywały w szkole. Kto chce mieć w klasie głodne dziecko z brudnymi rękami, w nieświeżych ubrankach, przysypiające na lekcji lub dokuczające rówieśnikom a przy zwróceniu uwagi wyzywające nauczycielki od "szmat"? Wiadomo przecież, że "z takiego dziecka już nic nie będzie". Problem nie jest prosty, wiem. Niemniej po to mamy wiedzę, aby z niej korzystać służąc ludziom. Wracając do wspomnianego spotkania otwarcia pracowni kulinarnej doskonale wiedziałam, że najlepsze imprezy są w kuchni. Lecz nie miałam pojęcia, że można w ramach systemu i obowiązującego prawa siedzieć przy jednym stole z chłopakami przy kawie i po prostu rozmawiać. A tak robi personel tej placówki. Rozmowy były o wszystkim, jak to przy wspólnym stole w kuchni. Trochę żartów, trochę opowieści, trochę wspomnień, trochę życiowych decyzji i pytań do osób dorosłych. Czułam się zanurzona w zachwycie nad sytuacją, atmosferą, klimatem tego spotkania. Dodatkowo lepiliśmy wszyscy razem pierogi z truskawkami aby je potem w grupie zjeść ze smakiem. Ten stół nas łączył niezależnie od statusu, pozycji, wieku i zawodu. Uczta kulinarna i uczta dla podniebienia była oczywista dla mnie jednak nie spodziewałam się takiej uczty interpersonalnej, relacyjnej i komunikacyjnej. Znakomici, wygadani, merytoryczni młodzi ludzie. Niektórzy przebywają w zakładzie kilka już lat trafiając jako dzieci a wychodząc jako młodzi dorośli (generalnie zgodnie z ustawą o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich wychowanek przebywa w zakładzie poprawczym do 21 roku życia a zgodnie z konwencją o prawach dziecka i polskim ustawodawstwem dzieckiem jest do 18 roku życia). Jest zatem dużo czasu na refleksję lecz refleksję tę ktoś musi wzbudzić. Odpowiedzialni, mądrzy, wykształceni i dobrze przygotowani do pracy dorośli są odpowiedni. Proces zaufania to również nie bułka z masłem lecz powoli z miesiąca na miesiąc zwykle się udaje. Oby ktoś na zewnątrz, za murem tego nie zepsuł.
...a tymczasem na zewnątrz. Raptem kilka dni później uczestniczyłam w Warszawie w organizowanej przez Biuro Rzeczniczki Praw Dziecka konferencji, której celem była prezentacja wybranych wyników badań dotyczących ogólnopolskiego badania "Realizacja Praw Dziecka w Polsce 2024". Miałam przyjemność być ekspertką tego badania a na wspomnianej konferencji prowadziłam z moim młodym ekspertem, radnym Rady Dzieci i Młodzieży BRPD panel zatytułowany: "Wiem, mówię, decyduję. O mądrym uczestnictwie dzieci i młodzieży". Spotkanie obfitowało w obecność młodzieży, w samym naszym panelu były dwie nastoletnie osoby, w drugim panelu podobnie. Młodzież w wieku "chłopaków z poprawczaka". Różnił ich tylko inny start życiowy, miejsce przyjścia na świat i - czasami bolesne- tego konsekwencje. Dlatego osoby na konferencji były zaangażowane zwykle w działania aktywistyczne, samorządne, samorzecznicze. Poza tym wszystko tak samo. Otwartość, garnienie się do osób dorosłych, marzenia, chęć mówienia o sobie i swoim życiu, rozmowy o planach, celach życiowych, decyzjach, brak granic w zmienianiu świata. Osobiste historie, pragnienie bycia zauważonym i wysłuchanym. Na konferencji była Jagna, dziewczynka znana z wystąpień medialnych, wolontariuszka WOŚP. Jagna porusza się wózkiem. To był powód, aby zaproponowano jej odstąpienie od egzaminów 8- klasisty. Jagna powiedziała jedno: "po moim trupie". Zdała! Na konferencji mało mówiłam, dużo słuchałam. Cały czas czułam zachwyt autentycznością młodzieży, otwartością, szczerością, prawdą i mądrością.
Na zewnątrz również uczestniczyłam niedawno w wyjazdowym szkoleniu dla młodych aktywistek i aktywistów z organizacji pozarządowych, realizowanym w ramach KAPOK- Krakowskiej Akademii Porozumienia Organizacji i Kooperacji. Ja akurat byłam odpowiedzialna za warsztat dotyczący mediacji rówieśniczych jako certyfikowana mediatorka niemniej dwa dni spędziłam w różnych sytuacjach z młodymi, może już nie dziećmi w dosłownym sensie lecz jeszcze nastolatkami lub młodymi dorosłymi. Zachwyt mi nie mijał. To samo uczucie, co w zakładzie poprawczym i na konferencji w Warszawie. Ta sama postawa: pytam, słucham, obserwuję i patrzę. Na dziecko. Ogrom wiedzy tej młodzieży, ich kompetencje i świadomość, posługiwanie się językiem angielskim, dzięki czemu można było swobodnie komunikować się z wolontariuszami z centrum integracji z różnych krajów, o różnym kolorze skóry, z różnych kultur i religii...to musiało we mnie wzbudzić zachwyt. Wróciłam padnięta z powodu intensywności lecz jakże zadowolona i przepełniona nadzieją i zachwytem.
Ze wszystkich trzech spotkań wróciłam z ogromnymi skrzydłami. W dwa dni nauczyłam się więcej, niż miesiąc słuchając polityczek i polityków a słucham uważnie żonglując programami publicystycznymi (na oglądanie na mam czasu). Nauczyłam się głównie pytając, słuchając, obserwując i patrząc. Jeszcze tak sobie myślę, że bardzo bym chciała te dwie grupy młodzieży kiedyś ze sobą spotkać. Sądzę, że czujecie z jakiego powodu?
*Imiona chłopaków zmieniam
"NIC O NICH BEZ NICH"
czyli jak otwarłam pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...
-
Kasiu! Zawsze nam się wydaje, że mamy tyle czasu... To ona? Zapytałaś kolegi, kiedy się pojawiłam. Nie miałam Kasia pojęcia, że otrzymam tę ...
-
czyli "za co moje dziecko ma jechać na wakacje i czemu to ja mam je utrzymywać?" W te wakacje kilkakrotnie natknęłam się...
-
czyli oblicza polskiej RADYKALIZACJI w świetle danych wywiedzionych z badań a nie "widzimisię" i mody na eksperckość Niektór...