poniedziałek, 21 lipca 2025

CIEMNOSKÓRY HINDUS PRZYGARNIA SETKI BIAŁYCH, POLSKICH, CHRZEŚCIJAŃSKICH DZIECI

 ..czyli historia o tym, jak to babu maharadża uratował polskie dzieci i czy coś z tego dla Polaków obecnie wynika?

    Niewiele z was zapewne wie, że niegdyś wydarzyła się magiczna i zaczarowana historia, choć nie była to bajka. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Opisałam ją w książce "Pałacowe dzieci. Rzecz o pedagogii Stanisława Jedlewskiego na podstawie funkcjonowania Państwowego Zakładu Wychowawczo- Naukowego im. Tadeusza Kościuszki w Krzeszowicach w latach 1946-1950". Mowa o historii, która dotyczy  dzieci uchodźczych, często o innym kolorze skóry, mówiących dziwnym, niezrozumiałym językiem, mających inne, definiowane przez tubylców jako zdziczałe i nienormalne zachowania i obyczaje. Pewnie się zdziwicie lecz mowa jest tutaj o polskich dzieciach. Naprawdę! Tysiące z nich dla niektórych narodów podczas II wojny światowej i tuż po niej było dziwakami, były inne, brudne, dzikie. A jednak mieszkańcy tych narodów postanowili się tymi dziećmi zaopiekować. Praca nad wspomnianą książką była dla mnie ogromną przygodą i chociaż ukazała się w 2020 roku, pracuje nadal we wszechświecie i co rusz dotykają mnie efekty tej pracy. Dość wspomnieć, że na podstawie zaprezentowanych w niej wyników moich kilkuletnich badań naukowych nadal rodziny odnajdują swoich przodków. Tak było ostatnio, gdy zwróciła się do mnie jedna z fundacji badająca losy dzieci polskich wywiezionych na Sybir. Tak było również, kiedy to w jednym z Krakowskich szpitali posądzono starszego człowieka o demencję i brednie, ponieważ opowiadał, jak to dzieciństwo po II wojnie spędził w jakimś pałacu i jadł pomarańcze. Jedna z lekarek zorientowała się, o jaki pałac może chodzić, przywiozła do szpitala moją książkę a pacjent ujrzawszy ją i zamieszczona w niej zdjęcia wykrzyknął: "a nie mówiłem? to jest mój pałac, mój dom! Tam się wychowałem!". 
    Historia, o której chcę poniżej opowiedzieć jest prawdziwa i prawdziwie będzie opowiedziana, surowo i bez sentymentów a dotyczy ot bagatelka 5 000 (słownie: pięciu tysięcy!) polskich dzieci, które upchane w bydlęcych wagonach zostały wywiezione z Polski i transportowane były najpierw do Kazachstanu lub na Syberię, później zaś przebyły jeszcze jedną podróż. Ta uratowała im życie ale po kolei oraz polecam zerknąć na mapę świata, to da nam obraz wędrówek tych nieszczęsnych polskich, małoletnich obywateli, których nikt nie chciał. Dzieci w Polsce podczas II wojny oddzielane były często od swoich rodziców, z których część wywieziono wcześniej do łagrów. Zresztą zachęcam do poczytania na temat losów wojennych dzieci, o których pisze między innymi profesor Wiesław Thaiss. Te dzieci, o których chcę opowiedzieć, były brudne, śmierdzące, głodne, chore, skrajnie zaniedbane i wyczerpane a niektóre umierające. Rodzice niektórych zmarli na Syberii, zaginęli, zostali rozstrzelani w Katyniu. Świat nie bardzo wiedział, co zrobić z taką ilością polskich dzieci? W 1941 roku czyli jeszcze w czasie działań wojennych Generał Władysław Sikorski w Londynie podpisał z sowieckim ambasadorem pewien układ, na mocy którego Józef Stalin zgodził się, aby osierocone polskie dzieci zostały wywiezione ze Związku Radzieckiego. W sumie po co komu brudne, głodne i wyczerpane dzieci? Do pracy się nie nadawały a trzeba było je karmić i o nie dbać. Najlepiej było się ich pozbyć. Wraz z armią Generała Władysława Andersa polskie dzieci dostały się tymi bydlęcymi pociągami do Persji a tuż przy granicy z Iranem utworzono jeden z polskich sierocińców. Ktoś musiał dzieci nakarmić, otulić od zimna, opatrzyć rany, zbić gorączkę, nauczyć hymnu Polski i modlitwy "ojcze nasz". W akcjach ratowania, transportu i pomocy polskim dzieciom udział brała Hanka Ordonówna. Piosenkarka, aktorka i autorka tekstów. Część z wożonych po świecie polskich dzieci ostatecznie znalazła schronienie w Nowej Zelandii a ich potomkowie żyją tam do dziś. Co stało się z resztą? Ogromna gromada z pociągu przesiadła się na statek i popłynęła aż do Indii! Od teraz przenosimy się do baśni z tysiąca i jednej nocy, bowiem wyobraźcie sobie, że polskimi dziećmi: brudnymi, głodnymi, śmierdzącymi, mówiącymi w dziwnym języku i mającymi dziwaczne zachowania zainteresował się prawdziwy książę! Był to dziedzic księstwa Nawanagar w zachodnich Indiach, maharadża Jam Saheb Digvijay Sinhji. Wszystkim dzieciom, które żywe opuściły pokład statku, indyjski książę udzielił bezpiecznego schronienia w pobliżu swojej letniej rezydencji w Balachadi (obecnie stan Gudżarat) i wybudował dla nich Polish Children Camp. Dzieci po podróży przez Iran i Pakistan były wykończone, wycieńczone głodem, zdziesiątkowane chorobami, chore, majaczące w gorączce, obdarte, skrajnie zaniedbane, tęskniące za rodzicami. Maluchy płakały. W podróży starsze dzieci jak mogły opiekowały się młodszymi. Było z nimi kilka opiekunek, które cudem przeżyły łagry choć i one nie były w najlepszym stanie. W Indiach na polskie dzieci czekało sześćdziesiąt malutkich, uroczych domków pokrytych czerwonym dachem a na środku placu stał maszt z powiewającą dumnie flagą biało- czerwoną. W ich nowym domu dzieci powitał we własnej osobie książę w turbanie z pawim piórem, cały przyodziany w szaty z brylantów i złota. Człowiek ten pokochał dzieci miłością wielką, ludzką i bezwarunkową. Wykarmił je, wytulił, wyleczył z chorób a one mówiły do niego babu czyli tatusiu, ojczulku. Co rano dzieci budził krzyk pawi i małp, kto był w Indiach ten wie, o czym piszę. Po ulicach chodziły prawdziwe słonie a z wysokich palm spadały kokosy z pysznym, słodkim mleczkiem i kokosową galaretką. Brzmi jak bajka? Tak. Lecz taka, która wydarzyła się naprawdę. Starsze dzieci zaczęły chodzić do szkoły, zorganizowano im polską edukację tak, aby nie zapomniały polskich liter i języka oraz hymnu. Maluchami opiekowały się ocalałe w łagrach kobiety. Wśród nich była właśnie Hanka Ordonówna. Wyobraźcie sobie jednak sztab ludzi, którzy zagonieni byli do pomocy polskim dzieciom. Trzeba je było nakarmić, umyć, przebrać i tak codziennie. Maharadża Jam Saheb, babu, chętnie osobiście przychodził na organizowane przez dzieci teatrzyki a po spektaklach zapraszał je na indyjskie słodycze do swojego pałacu. Kto kiedykolwiek jadł indyjskie słodycze temu teraz kapie ślinka, wiem to. Maharadży pomagali inni bogaci książęta indyjscy i w sumie udało się ocalić tysiące polskich dzieci, z których większość po II wojnie światowej wróciła do Polski. Jednak około 200 zostało na zawsze w założonym polskim miasteczku Valivade. Polski Czerwony Krzyż pomagał szukać ich rodziców lub bliskich, których czasami udało się odnaleźć w Polsce, w obozach przejściowych lub innych odległych zakątkach globu. Niektóre z dzieci osiągnąwszy pełnoletność podjęły decyzję o wyjeździe z Indii do Kanady lub Ameryki i tam się osiedliły. Historia dzieci wywiezionych do Nowej Zelandii jest równie wzruszająca choć może ze względu na klimat pozbawiony prawdziwych książąt mniej barwna. 
    Warto pamiętać o tych historiach, kiedy czytamy o kolejnych atakach białych, prawdziwych Polaków na cudzoziemskie dzieci uciekające ze swoich krajów przed wojną lub o innych podłych akcjach mających na celu niszczenie kobiet w ciąży lub rodzin z dziećmi na polskich granicach lub w obozach dla uchodźców tylko dlatego, że mają inny kolor skóry i mówią dziwnym dla nas językiem. Warto o tym pamiętać przy okazji kolejnych wyjść polskich bandyckich ugrupowań faszystowskich za przyzwoleniem władz na nasze wspólne ulice. Warto o tym pamiętać, gdy w tłumie tych rasistowskich bojówek zobaczymy nastoletnie dzieci, uczniów polskich szkół. Warto o tym pamiętać, kiedy prawdziwi Polacy uczą w domach swoje dzieci, że mają nękać w szkole ukraińskich kolegów "za Wołyń". Warto o tym pamiętać...tak w ogóle. Dla człowieczeństwa. 

    Pełne historie polskich dzieci uciekających przed wojną i dzieci uchodźczych przeczytacie w:
* Biskup M., Śladami zapomnianych bohaterów, Vesper, Poznań, 2011.
* Kowaleczko- Szumowska M., Bapu, opowieść o dobrym maharadży, wydawnictwo Literatura, 2024.
* Michel M., Pałacowe dzieci. Rzecz o pedagogii Stanisława Jedlewskiego na podstawie funkcjonowania Państwowego Zakładu Wychowawczo- Naukowego im. Tadeusza Kościuszki w Krzeszowicach w latach 1946-1950, Wyd. UJ, Kraków, 2020.
* Thaiss W., Sieroctwo wojenne polskich dzieci (1939- 1945), Zarys problematyki, "Przegląd Pedagogiczny, 2012, nr 1: Dziecko w Polsce w XX wieku.
* Polskie dzieci maharadży. Indyjskie losy sierot uratowanych ze Związku Radzieckiego (https://historia.interia.pl/polska-walczaca/news-polskie-dzieci-maharadzy-indyjskie-losy-sierot-uratowanych-z,nId,1411399).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...