środa, 29 stycznia 2025

CZY WIĘZIENIE JEST DLA DZIECI?

ono nie jest dla żadnego człowieka, jednakże... 

    
    Czasami ludzie popełniają przestępstwa i trafiają do zakładów karnych. Rzadko kiedy są bezludnymi wyspami, dlatego na wolności zostawiają swoje rodziny a w nich dzieci. 
    Nie mogłam się doczekać kolejnego widzenia rodzinnego w ramach programu "Rodzina razem", które wraz ze studentkami z Koła Naukowego Pedagogów Resocjalizacyjnych UJ i Małopolskim Stowarzyszeniem Probacja realizujemy od tamtego roku.  Dawno nie widziałam "moich" dzieci. Asi* urosły włosy, Kasia już sama chodzi, Krystian wydoroślał i ma jeszcze lepszą stylówkę, dziewczyny muszą za nim szaleć w szkole. Jeden tata nie przyszedł na widzenie bo żonie odebrano dzieci. Ich wspólne dzieci. Jego nikt o zdanie nie pytał a ona wcześniej poszła w długą gdzieś w Polskę i zabrała dzieci ze sobą. Szukała ich policja kilka miesięcy, w końcu mama z dziećmi wróciła do domu i ktoś tam poinformował służby społeczne, czyli "opiekę", że matka z dziećmi koczują. We własnym domu. Jedno dziecko trafiło do placówki opisanej w mediach, jako ta, w której dochodzi do przemocy wobec dzieci. Miejsce nadal istnieje ponieważ dla miasta jest bardzo wygodne. Jeśli nie ma co zrobić z dzieckiem, którego nikt na dobrą sprawę nie chce, można je tam umieścić. Jak przedmiot. Odpad ludzki. Przewieźć, przenieść, odebrać i wydać. Nie mamy pojęcia natomiast, gdzie jest niespełna dwuletni maluszek. Może w jakimś rodzinnym pogotowiu opiekuńczym, pieczy zastępczej? Tego nie wie również tata, chociaż nie ma odebranych praw rodzicielskich i ma prawo do wiedzy o dzieciach. W zakładzie karnym jest poza systemem chociaż nie siedzi za przemoc w rodzinie. Nie ma już z nami również trójki rodzeństwa. Dzieci zostały odebrane mamie i także umieszczone w placówkach. Różnych. Każde dziecko osobno, daleko od siebie, od mamy i od taty, który nie miał nic do powiedzenia. Siedzi. No ale wyjdzie. Nic poważnego i tak serio to wystarczyła by mu bransoletka czyli dozór elektroniczny. Lecz ma kiepskiego prawnika i nie ma kasy na lepszego. Nierozdzielanie rodzeństw w Polsce to fikcja i bzdety, o których się uczy studentki i studentów lecz rzeczywistość czyli "baby z opieki", kuratela, sądy rodzinne, "pecepeery" mają to gdzieś. Dzieci się umieszcza i upycha tam, gdzie jest miejsce. Często później ogranicza się im kontakt z rodzeństwem, bo po prostu nikt nie ma czasu zorganizować im spotkania jak i nie widzi powodu, aby to robić. Nie trzeba, w przepisach nie ma. Poza tym co takie dzieci mogą wiedzieć i pamiętać. Mama miała kłopoty ze zdrowiem i z ogarnięciem trójki małych dzieci, w tym jednego z niepełnosprawnością lecz wcześniej nikt jej nie pomógł. Zero asystentury rodzinnej. Zero kurateli. Zero "opieki". Najlepiej i najwygodniej jest pozbyć się kłopotu, zabrać dzieci, rozdzielić je, potępić matkę bo ojciec już i tak poza prawem. Oto procedury. Procedury ludzkiej ignorancji, braku wiedzy, empatii i niechęci do słabszych. My zawsze jesteśmy przecież lepsi a oni to patologia. 
    Tata Kasi i Krystiana się ogarnął. Nareszcie. Mówię na niego "Fifarafa".  Latem zaprosiłam go na indywidualną rozmowę i jego językiem powiedziałam mu, co myślę o jego zachowaniu. Przypał. Nie wnikając w szczegóły, bo na pewno znacie takie słowa przecież na "ka" i w ogóle, powiedziałam mu, że- parafrazując- chyba się źle czuje od upału i coś mu się z głową stało. Robi imbę lasce, która z dzieckiem jego własnym biologicznym przy cycu i przyrodnim rodzeństwem dzidziusia w upał tropikalny niemal pokonuje całe miasto, aby go odwiedzić w pierdlu. Yyyyy zakładzie karnym. I że sceny to sobie może robić w teatrzyku jak będzie miał zajęcia teatralne lecz póki co jest w zakładzie karnym i tak dalej i tak dalej. Poszło o wózek dla dziecka bo jakiś strażnik więzienny pomógł go przenieść przez próg a w więzieniu progi są czasami spore. Koledzy spod celi podpuścili Fifarafa, że ona go zdradza z tym strażnikiem. Serio? Panowie, też się ogarnijcie bo żal. Wiecie, jak to działa w izolacji, czterech ścianach przy braku kontroli nad własnym życiem i niemożności zrobienia czegokolwiek? Jednak uczę osoby studenckie o tym, że do ludzi należy mówić ich językiem no to chyba powinnam stosować to czego uczę. Fifarafa zrozumiał. 
    Na widzeniu mamy również nowe rodziny i tym samym nowe dzieci. Adaś albo odreagowuje odizolowanie od taty albo nie rozwija się prawidłowo, będziemy go obserwowały. Zapieluchowany w wieku, w którym mój syn jeździł na rowerze bez bocznych kółek. Nie mówi. Dzisiaj nie chciałam być zbyt nachalna, więc przedstawiłam się tylko naszej nowej rodzinie, poinformowałam tatę, że na widzeniu rodzinnym nie musi przychodzić w więziennym uniformie tylko może ubrać cywilne ciuchy. Nikt z służby więziennej go nie poinformował choć rozmów o tym było sporo. Co jest nie tak? Wystarczy powiedzieć: "dyrektor z nami uzgodnił, że na widzenia rodzinne przychodzicie panowie w cywilnych strojach". Adaś nie musi pamiętać taty w zielonym drelichu tym bardziej, że nasza wspaniała fotografka robi rodzinne zdjęcia na ściance. Ścianka to nie byle jaka, z myszką Miki i słonikiem. Jest też dywan i klocki w kąciku dla dzieci. Na zdjęciu nie widać krat. Kiedyś dzieci w szkole nie będą pytać Adasia: a czemu twój tata ma takie dziwne, zielone spodnie? Na marginesie, mało modne więc od razu się skapną, że coś jest nie tak. Dzieci są mądre. Mamy również nowego bobasa odwiedzającego tatę. Kilkumiesięczny śmieszek, podbijający świat swoją otwartością. Wszystkich zaczepia. Ada i Michaś przyszli z mamą i babcią. Asia jest z wolontariuszką z Probacji. 
    Konwencja o Prawach Dziecka, m. in. w artykule 8 i 9 mówi o prawie dziecka do rodziny i do kontaktu z rodzicami. Dotyczy to każdego dziecka, nawet tego, którego rodzic przebywa w izolacji penitencjarnej czyli po prostu w więzieniu. Polska ratyfikowała Konwencję o Prawach Dziecka tym samym jako państwo zobowiązana jest do realizacji jej zapisów. W praktyce tylko niektóre dzieci mają prawo do rodziny i kontaktu z rodzicami. Na pewno prawa tego nie mają "nasze" dzieci czyli niewidzialne dla systemu osoby, które z różnych, niezawinionych przez siebie powodów znajdują się w najtrudniejszej sytuacji życiowej. Do takich sytuacji zalicza się pobyt rodzica w więzieniu. Rodzica- ponieważ osoby odsiadujące wyroki to również tatusiowie i mamusie. Dzieci osób, które popełniły przestępstwo, z założenia traktowane są jako patologia, mali bandyci, ci z których nic nie będzie, te gorsze. Czyli patuską jest moja Asia i Kasia oraz patusami są Adaś z Krystianem. W Polsce prawa dziecka mają tylko niektóre dzieci. Wybrane. Wylosowane z tej lepszej puli. Widzialne. Najcześciej te z tak zwanej klasy średniej, chodzące do dobrych szkół, mające rodziców na świeczniku, udzielające się w różnych gremiach, radach, wykorzystywane przez dorosłych do ich partykularnych celów, w tym politycznych. Obrzydliwe? Nieeee, prawdziwe. Prawa dzieci mają również na szkolnych tablicach korkowych, wyartykułowane kolorowymi literkami i ze zdjęciem Henryka Goldszmita- Starego Doktora. "Moje" dzieci często nawet nie chodzą do szkoły bo matka je porywa na ucieczkę. Przed życiem. 
    Dzisiaj na widzeniu na każdym stoliku były talerzyki ze słodkościami i soki. Ciasto upiekły panie z przykościelnego stowarzyszenia. Trudna część służby bliźniemu bo temu najgorszemu. Zamiast potępić, robią ciasto z galaretką. W sali widzeń zrobiło się kolorowo bo na parapecie pojawiły się gry, układanki oraz puzzle. Zwykle mamy też ze sobą kredki, pisaki i plastelinę. Jak jest ciepło idziemy na więzienny dziedziniec i rysujemy po nim kredą. Słoneczka, kwiatki, drzewka, rodzinę. Służba więzienna przymyka oko. To tylko dzieci, które tulą się do rodziców a rodzice do siebie. Strażnicy sami są w większości rodzicami to wiedzą, jak to jest. Nie bardzo wiadomo, komu bardziej potrzeba bliskości choć to nie jest ważne. Ważne jest to, że bliskość istnieje i na niej budujemy. Na byciu tatą i mamą, przynajmniej dwie godziny w miesiącu i tak, jak pozwala na to system. Chociaż wiadomo, że system to ludzie. O rodzaju popełnionego przestępstwa przypominają mi tylko więzienne tatuaże tatusiów. Naprawdę nie wiem, który za co siedzi i ile mu przybili. Zresztą wiadomo, że wszyscy są tu za niewinność a sądzić ich może tylko Bóg oraz braci się nie traci. Więc ci-cho-sza. Właśnie się dowiedziałam, że jedna mama nie dostanie warunkowego, przedterminowego zwolnienia, bo miała zatarg z służbą więzienną. Sytuacja niczym nie uzasadniona choć możliwa nie tylko w zakładzie karnym, gdzie emocje i zasady drugiego życia biorą górę nad osiągnięciami nauki i wynikami diagnozy. Nikt, dosłownie nikt nie pomyślał o dziecku. Nastolatku. Cudownym. Mądrym. Znam tę mamę. Służbo więzienna, ty też się ogarnij i zrób to, zanim będziesz tego wymagała od osadzonych. Bo czasami może nie wiemy, jakim językiem mówić lecz rozumiemy, że za niewinność nikt tam nie siedzi, wyrok to wyrok a kara to kara. Dla rodzica nie dziecka.
    Fakty są takie, że w zakładzie karnym robimy zamieszanie i chaos w rutynie oraz pozostawiamy po sobie nieporządek. No i co z tego? Papierki z cukierków, serduszka namalowane kredą, które i tak zmyje deszcz, wilgotne ślady po bańkach mydlanych. To tylko dwie godziny raz na miesiąc. Tyle wydarłyśmy dla dzieci czasu, aby mogły realizować swoje prawa. Co pozostaje w dzieciach? Wspomnienie czasu z rodzicem bez rytmicznego uderzenia kluczami o kaloryfer przez strażnika więziennego, bo to specjalnie zorganizowane widzenie rodzinne a nie zwykłe. Kolorowe ściany, zasłonięte roletami kraty, tata w dżinsach i mama w sukience. Widzę obrazy tulących się, skaczących i śmiejących małych ludzi. Co zostaje w rodzicach? Niektórzy mówią, że wstyd, inni, że gdyby wiedzieli...lecz na pewno rodzi się decyzja o zmianie swojego życia. Dla tego kilkumiesięcznego śmieszka aby już nie tracić ani jednego dnia bez niego i widzieć pierwsze kroczki oraz dla dojrzewającej nastolatki, bo sporo czasu już stracili bez siebie. Co zostaje w studentkach? Są cudowne. Służą dzieciom i ich rodzinom, podjadają ciastka, rysują, brudzą się kredą do chodnika, rozmawiają z rodzicami, pomagają wnieść wózek z dzieckiem przez bramkę i próg, obserwują, diagnozują, konfrontują wiedzę ze studiów, rozmawiają z rodzicami o ich rodzicielskich rozterkach a z dziećmi o ich szaleństwach. Czasami tylko siedzą i patrzą a ja widzę łzy w oczach. Zaczynają pracować nad projektem badawczym. Co zostaje we mnie? Wiara, nadzieja i miłość. Ręka dziewczynki uczącej się chodzić na moim ramieniu, oczy chłopca bezradnego wobec izolacji od taty, ręce innego taty przewijającego maluszka i ręce mamy tulącej tatę. Ja naprawdę nie mam pojęcia, za co ci ludzie odbywają karę pozbawienia wolności. Może ktoś zabił a ktoś inny zgwałcił? Nie wiem. Dla mnie są rodzicami. Mamą. Tatą. Dlatego właśnie więzienie jest dla dzieci, jeśli tam przebywa ich ukochany rodzic. Jeden z naszych nowych tatów trzyma za rękę mamę usypiającą maluszka. Inny bawi się samochodzikami na dywanie w kąciku dziecięcym. Widzę tatę całego pobazgranego pisakami. Na twarzy i na ręce. Cały w tatuażach miłości. Najbardziej kolorowych na świecie.  
  
    Ciastka zjedzone, soczek wypity. Koniec widzenia. Całusy, tulenie, łzy. "Kocham was"- krzyczy tata Kasi i Krystiana. Mama ma łzy w oczach. Czas wracać do zielonego drelichu.Tu jest więzienie. To nie jest miejsce dla dzieci. 

    Czyżby?

* Wszystkie imiona dzieci naturalnie zmieniłam

1 komentarz:

  1. Dziecięce dziecię, pomagające wszystkim dzieciom świata tego, zaczyna użalać się nad sobą, że miejsce w wagonie kolejowym strasznie dziecięciu przydzielono. Żałosne.

    OdpowiedzUsuń

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...