poniedziałek, 17 marca 2025

ŚRODOWISKO TŁUM MOTŁOCH GAWIEDŹ

    Co mają wspólnego z mobbingiem?

    Sporo osób odezwało się do mnie po moim ostatnim wpisie o mobbingu. Jak dotąd, to chyba najbardziej popularny tekst i wydaje mi się, że znam przyczynę. Wiecie, skąd w ogóle wziął się termin "mobbing"? Pochodzi on od angielskiego słowa "mob" i oznacza "tłum, motłoch, gawiedź, hałastrę". Jako czasownik oznacza rzucanie się na kogoś, tłoczenie. Termin ten po raz pierwszy użyty został przez etnologa Konrada Lorenza, tego od zwierząt. Tak! Obserwował zwierzęta i zauważył, jak grupa zwierząt tego samego gatunku agresywnie atakuje pojedynczego osobnika. Sytuację tę określił mobbingiem. Nie jest mi najlepiej z tym, że jako weganka będę porównywała świat ludzi do świata zwierząt w najgorszym kontekście, niemniej po pierwsze w moim przekonaniu nie ma bardziej okrutnej istoty na świecie od istoty ludzkiej a po drugie daleka jestem od nazywania ludzi sympatycznymi świnkami czy lojalnymi wilkami. Zdecydowanie ci ostatni na takie porównania nie zasługują. Choć znamy powiedzenia: " ty świnio" czy też "człowiek człowiekowi wilkiem" to jednak wiedza o tych zwierzętach weryfikuje te krzywdzące dla nich powiedzonka. Świnie są sympatyczne, opiekuńcze i wrażliwe a wilki lojalne, stroniące od konfliktów w stadzie i chroniące bliskich w niebezpieczeństwie. Ludzie jacy są, wszyscy wiemy a piosenka dodaje, że "są i nie będą nigdy lepsi" ("Mała wojna" Lady Punk). 

     Ludzi od zwierząt różni to, że mają najlepiej ze wszystkich istot rozwiniętą substancję szarą w mózgu, odpowiedzialną za pamięć, inteligencję i myślenie, co oznacza, że mają zdolność planowania, przewidywania i wyciągania wniosków z relacji przyczynowo- skutkowych. Czyli zwierzęta atakują pojedynczego osobnika swojego gatunku kierowane instynktem i bodźcami biologicznymi. W działaniu ludzkim jest coś dużo, dużo więcej. Widzicie różnicę? 

    Mobbing definiowany jest różnie przez różnych badaczy/ czki, ekspertów/ tki a jeszcze inaczej wygląda jego definicja prawna. Może być równoznaczny ze złą atmosferą w miejscu pracy. Jest to np. ograniczanie lub utrudnianie osobie możliwości wypowiadania się, ciągłe przerywanie wypowiedzi, reagowanie na czyjeś wypowiedzi krzykiem i wyzwiskami, ciągłe krytykowanie wykonywanej pracy, a także życia osobistego, nękanie przez telefon, stosowanie gróźb ustnych i pisemnych, prezentowanie ofierze poniżających i obraźliwych gestów, stosowanie aluzji i zawoalowanej krytyki albo też np. unikanie przez przełożonego kontaktu z ofiarą, rozmów z nią, w tym ograniczenie możliwości wypowiadania się ofiary oraz ostentacyjne ignorowanie i lekceważenie. Międzynarodowa Organizacja Pracy definiuje mobbing jako obraźliwe zachowanie przez mściwe, okrutne, złośliwe lub upokarzające usiłowanie zaszkodzenia jednostce lub grupie pracowników, którzy stają się przedmiotem psychicznego dręczenia. Z kolei Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy określa dręczenie w miejscu pracy jako „powtarzalne, nieuzasadnione zachowania skierowane przeciwko pracownikowi, lub grupie pracowników, które stwarza zagrożenie jego/ich zdrowia i bezpieczeństwa”, przy czym „nieuzasadnione zachowania” to zachowania, które świadoma i rozsądna osoba, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, identyfikuje jako spychające ją do roli ofiary, poniżające i naruszające jej godność. Zachowania te mogą cechować działania pojedynczych osób lub grupy, jak również system pracy. Reasumując, mobbing to usystematyzowana forma przemocy psychicznej stosowana wobec ofiary przez osoby z nią współpracujące – jej kolegów, przełożonych lub podwładnych. Jednorazowo lub incydentalnie pojawiające się powyższe zachowania nie będą jeszcze stanowić mobbingu. Polska definicja mobbingu zawarta w zapisie prawnym nie jest idealna i paradoksalnie dopuszcza dodatkowe nadużycie wobec osoby go doświadczającej, uporczywie udowadniając jej, że sobie coś uroiła, bo zachowania albo nie były uporczywe albo nie były nękaniem albo nie trwały wystarczająco długo. Brzmi to dokładnie tak: Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Pracownik, u którego mobbing wywołał rozstrój zdrowia, może dochodzić od pracodawcy odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę (Art 94 Kodeksu Pracy). Sprytne, nie? Pracownik może dochodzić bo pewnie i tak nie dojdzie, prawnicy będą się sprzeczać, czy długo to 1 miesiąc czy 2 miesiące, tłum nadal będzie robił swoje ku uciesze gawiedzi. A osoba doświadczająca motłochu? To już wiemy: jest histeryczna, przewrażliwiona, za bardzo się przejmująca. 

    Czy jest jakieś wyjście z tej absurdalnej nader często sytuacji? Kolokwialnie ujmując rzecz: wystarczy przestrzegać podstawowych zasad współżycia społecznego, być kulturalnym i zwyczajnie po prostu grzecznym. Nie żartuję. Zasiadam w wielu gremiach, kieruję zespołami. W większości ludzie zachowują się jak ludzie w kontekście posiadanej substancji szarej, co oznacza, że nawet jak sytuacja jest nadto emocjonalna bądź ktoś totalnie się z kimś innym nie zgadza, ma inny pomysł, sugestię, uwagę- kulturalnie to komunikuje. Każdy też robi swoje z poszanowaniem przestrzeni robienia swojego przez innych uczestników działań. Każdy również ma inne kompetencje czy wiedzę a czy wszak nie chodzi o to, aby się uzupełniać działając razem dla wspólnej sprawy, jaką jest na ten przykład praca? Nie zawsze. Znam jedno gremium, wyjątkowo przemocowe. Po wielokroć zastanawiałam się, o co chodzi? W czym problem? Czy chodzi o rywalizację? Zawiść? Zagrożenie? Czy najlepszą obroną jest atak? Czy komuś czegoś brakuje a jeśli tak, jakie potrzeby ma niezaspokojone? Pytań mam wiele niemniej po każdym spotkaniu w owym gremium jestem chora. Wiem, że nie tylko ja. Czy jest jakieś wyjście, aby sytuację tę zdetoksykować bez używania białej szałwii? 

    Marek Krajewski w książce "Spis natur. O mieście, technologii, sztuce i współczesnych obyczajach" (Bęc zmiana 2025) pisze: "W grzeczności nie chodzi więc o to, by było miło, ale raczej o afirmowanie tego, że jesteśmy razem, że tworzymy całość, która chroni nas przed jednostkowym egoizmem, przed pokusą uzyskiwania czegoś kosztem innych. A także o wyrażenie tego, jak sami byśmy chcieli być traktowani (...). To kluczowa, ale też bardzo ambiwalentna zasada, bo kiedy odwzajemnienie nie następuje, pojawia się odpowiedź negatywna- reagowanie obcesowością na niegrzeczność, wrogością na wrogość, chamstwem na chamstwo. A zaraz potem jest już tylko rozpad wspólnoty i przeobrażenie jej w gromadę rywalizujących ze sobą, agresywnych stworzeń, żyjących w ciągłym strachu i podejrzliwych wobec innych. Dlatego też, kiedy spotykamy niegrzeczność, nie warto na nią odpowiadać w ten sam sposób, ale być uparcie grzecznym. I to nawet wtedy, gdy na tym tracimy" (str. 130-131).

    Wspomniane przeze mnie gremium mobbuje mnie również za to, że używam grzeczności. Używam jej mimo wszystko. Uparcie. 

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...