niedziela, 13 kwietnia 2025

MIĘDZYNARODOWY DZIEŃ DZIECI ULICY

 ..."bo wiesz co się liczy? Szacunek dzieci ulicy"

    Usłyszałam kiedyś takie oto słowa tekstu hip hopowego rymowane przez dzieci w projekcie realizowanym gdzieś w Polsce. Mam je w sobie na zawsze oraz ilekroć wychodzę w teren realizować czynności badawcze. 12 kwietnia obchodzimy ustanowiony w 2011 roku Międzynarodowy Dzień Dzieci Ulicy. Ustanowiło go The Consortium for Street Children, międzynarodowa sieć organizacji działających na rzecz praw dzieci ulicy na świecie. 

    Oficjalnie w Polsce nie ma dzieci ulicy choć ja poznałam ich sporo, wiele o nich już powiedziałam i napisałam. Lubię mówić o niewidzialnych dzieciach i o pedagogach ulicy czyli o zawodzie, który tak naprawdę nie istnieje. Brzmi nieźle, jak niedorzeczność z ust zakręconej profesorki, która w dodatku widzi w Polsce dziecięce i młodzieżowe gangi. Zastanówmy się jednak, jak to jest? 

    W ubiegłym tygodniu w Krakowie została znaleziona w pustostanie 2-tygodniowa dziewczynka. Przebywała w nim z rodzicami w kryzysie bezdomności i innymi bezdomnymi. Rodzice byli poszukiwani listem gończym za popełnienie przestępstw, po wyroku sądowym czekali na odsiedzenie kary pozbawienia wolności. Przecież to dziecko gdzieś musiało się urodzić? Wiemy, że w szpitalu. Ktoś matkę z dzieckiem z tego szpitala musiał wypisać. Lecz już nikt nie dowiedział się, gdzie ją wypisuje i czy ma ona dokąd wrócić z noworodkiem. 

    Niespełna dwa lata temu w Gdańsku, w namiocie na koczowisku z osobami bezdomnymi mieszkała z matką czteroletnia dziewczynka. Długo nikt ze służb społecznych nie miał o tym pojęcia. 

    Pytam kiedyś Sylwii Góry, autorki książki o bezdomnych kobietach w Polsce: - "Sylwia, czy spotkałaś zbierając materiały do swojej książki, kobiety w ciąży albo takie, o których wiesz, że urodziły dziecko na ulicy?". - "Na ulicy może nie lecz na klatce schodowej, na strychu, w pustostanie tak".

    Kamil z Częstochowy często noce spędzał poza "domem", np. na przystanku autobusowym. 

    Nazwijmy go Adaś- spotkany w mojej badawczej przestrzeni chłopiec woli przesiadywać na ulicy lub na klatkach kamienic, bo boi się ojczyma.

    "Pani, ja cały czas jestem na ulicy, nawet jak jestem chora. Na ulicy szybciej się zdrowieje"- mówi mi dziewczynka ze Śląska z miejsca, które dawno nie powinno istnieć.

    "Nie mam domu bo wujek od mamy nas wywalił jak robił awanturę i mieszkam teraz z mamą w ośrodku (czytaj: placówce dla ofiar przemocy) ale nie lubię tam być bo jest głośno i baba z mopsu o wszystko mnie pyta"- Piotruś*.

    Placówka wsparcia dziennego typu podwórkowego w mieście X, około godziny 14.00: - "Kur...a zjesz wszystkie tosty a one są dla wszystkich nie tylko dla ciebie, pani mówiła, że jesteś mało bo nie mamy sponsorów!". - "Ale ja od rana nic nie jadłem i umieram z głodu, ostatni raz jadłem wczoraj wieczorem chipsy". - "Co robiłeś od rana? Nie byłeś w szkole?". - "Nie bo tata z mamą się darli i pili wódkę i nie miałem jak się uczyć  i spać to nie poszłem dzisiaj do szkoły tylko siedziałem w parku".

    Nazwijmy ją Ania: "Wolę siedzieć na ulicy bo tu jest fajnie i nie śmierdzi tak jak w domu bo ojczym pali a mamy i tak ciągle nie ma bo musi pracować a jak jest to pije. Wódkę pije, wie pani. Z wujkiem".

    "Najfajniej jest jak idziemy do kanałów, tam jest cicho i ciemno. Szczury są".

    "Tu mamy bazę. Można palić i sobie siedzieć. Trochę rymujemy i sobie gadamy".

    "Pani, tam są bezdomni w tych ruinach. Kiedyś jeden zaje...ł gołębia ale i tak lubimy z nimi siedzieć bo są jaja i jest śmiesznie. Tylko jeden kiedyś też denaturat wylał niechcący i podpalił. My nie pijemy tego z nimi"

       Placówka wsparcia dziennego typu podwórkowego w mieście Y: "Ja pier...lę mam przypał na chacie stara mnie wkurwia bo znowu się naje...ła niech mnie pani nie wku..ia nie zjem tego gó..na".

    Placówka wsparcia dziennego typu podwórkowego w mieście Z: "Sie ma pani, gdzie pani spała, tutaj?". "Tak". "Spoko ku...wa to znaczy no". 

    "Pawełku, ty nie masz kurtki? Ta bluza jest cienka, dzisiaj jest na minusie przecież". -"Pani, cały rok tak chodzę, mi jest zawsze gorąco". - "Ok to ja ci przywiozę na następny raz kurtkę i ona tu będzie sobie leżała. Będziesz chciał, weźmiesz." (W bucie dziura, skulony, za chudy jak na swój wiek, włosy tłuste, brud za obgryzionymi paznokciami, bluza z kapturem i napisem: Urban ghetto"). 

    Nazwijmy go Frankiem. Franek bawi się w gangstera. Ma kominiarkę kupioną (?) w lumpeksie. Kradnie komórki w szkole, ale tylko obcym dzieciom. Swoich się nie kroi przecież.

    Rodzeństwo: 6 letni chłopiec i 2 letnia dziewczynka mają tatę w więzieniu (a właściwie tatę dziewczynki i ojczyma chłopczyka, bo jego tata nie wiadomo, gdzie jest) i uzależnioną od heroiny i alkoholu mamę. Mama wzięła raz dzieci i uciekła z nimi. Po prostu poszła w świat bo ją nosiło. Za długo była trzeźwa. Kilka zimowych miesięcy tułała się po melinach i pustostanach. Znalazła ją policja. Dzieci poszły do placówki opiekuńczej. rozdzielone. Podobno w jednej jest przemoc, pani krzyczy i wmawia chłopcu, że jest niegrzeczny, bo płacze za siostrą. 

    System? Jaki system? W Polsce z takimi dziećmi może pracować każdy. Dosłownie. Nie musi być przygotowany do pracy z nimi, do interwencji, pomocy, współpracy lokalnej, diagnozy, planowania działań pomocowych. Nie musi znać prawa i nie musi mieć wiedzy o metodyce pracy z dzieckiem, jego specyfice rozwoju i specyfice potrzeb, jego zabezpieczeniu prawnym i psychopedagogicznym, jego prawach, itd. Nie musi mieć żadnych studiów pedagogicznych lub/i psychologicznych choć lubi nazywać się streetworkerem lub nawet pedagogiem ulicy. Streetworkerem tym łatwiej jest się nazywać, że nikt za bardzo nie wie, o co chodzi. Nie ma w Polsce studiów kształcących w tym kierunku, chociaż doskonale wiemy my, realizujący programy studiów na uczelniach, że streetworking to tylko lub aż metoda pracy z osobami w przestrzeni ich środowiska, na przykład ulicy. Oraz, że jest częścią pracy socjalnej lub/ i pedagogiki społecznej- środowiskowej. To oznacza, że jednak trzeba mieć przedmiotowe przygotowanie do pracy z dziećmi w bardzo trudnych warunkach, z bardzo wymagających środowisk. Trzeba o nich wiedzieć bardzo dużo. O ich specyfice, niepełnosprawnościach, specyficznych potrzebach, kontekście rodzinnym i środowiskowym. A tymczasem czasami nawet osób wychodzących do dzieci na ulicy nie obowiązują go Standardy Ochrony Małoletnich. Nazywają się trenerami, coachami, samozwańczymi animatorami lub pedagogami bez pedagogicznego wykształcenia. Są również wolontariusze. Jak to jest? Jak to możliwe? Po prostu któregoś razu ktoś postanawia, że będzie pracować z dziećmi ulicy, bo ma misję lub po prostu chce lub nie ma co zrobić ze swoim życiem. Zakłada organizację pozarządową, bo każdy może taką założyć. Nikt o nic nie pyta. Nikt nic nie sprawdza. Nie pyta również dlatego, że w Polsce oficjalnie nie ma dzieci ulicy.  

*Oczywiście imiona dzieci zmieniłam

sobota, 12 kwietnia 2025

DOSTĘPNA, NOWOCZESNA I EMPATYCZNA AKADEMIA

 czyli o głosie nastolatka i dziecku w chuście tworzących UNIVERSITAS

    W piątek 11 kwietnia odbyło się koordynowane przeze mnie seminarium metodologiczne, połączone z grupowym badaniem fokusowym pt: "Mapowanie obszarów problemowych w badaniach społecznych z udziałem dzieci". Seminarium udało się zorganizować dzięki pomocy osób studiujących i działających w Kole Naukowym Pedagogów Resocjalizacyjnych UJ. Patronat merytoryczny nad seminarium objął flagowy lab Wydziału Filozoficznego UJ- Behaviour in Crisis a patronatem honorowym wydarzenie odjęła Rzeczniczka Praw Dziecka Monika Horna- Cieślak. Spotkanie zgromadziło badaczki i badaczy z całej Polski, realizujące/cych badania naukowe z udziałem dzieci w obszarach nauk społecznych, głównie pedagogiki, psychologii i socjologii. Przyjechały osoby współtworzące Interdyscyplinarny Zespół Badań nad Dzieciństwem Uniwersytetu Warszawskiego, członkinie i członkowie Sekcji Badań Dziecka i Dzieciństwa Polskiego Towarzystwa Socjologicznego, Dyrektorka Zespołu Badawczego Biura Rzeczniczki Praw Dziecka wraz z zespołem, Radny Rady Dzieci i Młodzieży w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka, osoby eksperckie działające w Zespole ds. Etyki Badań z Udziałem Dzieci w Polsce działający przy wymienionym wyżej biurze. Zależało mi na tym, aby spotkać ze sobą osoby realnie prowadzące badania z udziałem dzieci i zapraszające dzieci do badań, stworzyć przestrzeń interdyscyplinarną, zsieciować ze sobą badaczki i badaczy, spędzić czas w życzliwej atmosferze działając w merytorycznej przestrzeni, która ma szansę wygenerować nową jakość. Seminarium miało dwie części: ogólną, merytoryczną, otwartą dla wszystkich oraz badawczą. W tej drugiej udało się zrealizować dwa grupowe badania fokusowe, prowadzone przez wybitną badaczkę - specjalistkę od fokusów dr Katarzynę Archanowicz-Kudelską, z którą znamy się od lat z Transdycyplinarnego Sympozjum Badań Jakościowych. Część ogólna dotyczyła prezentacji kulis badawczych ogólnopolskiego projektu badawczego "Realizacja Praw Dziecka w Polsce 2024", głównie w kwestii organizacji badań i ich kontekstu etycznego. Prezentowała ją dyrektorka Biura ds.Badań RPD mgr Katarzyna Makaruk. Odbyło się również spotkanie autorskie z autorką książki "Metodologia badań otwarta na dzieci" Aleksandrą Zalewską- Królak oraz prezentacja przez Franciszka Papciaka wyników sondy zrealizowanej przez młodych ekspertów z BRPD połączona z dyskusją. To tyle sprawozdawczo. 

    Seminarium to jednak było czymś o wiele większym, lepszym, szerszym i głębszym, jakościowo wartościowym, łączącym i sieciującym, nowoczesnym, bogatym, dającym oddech i skrzydła, tworzącym nową jakość i generującym nową wiedzę. Było czymś, co spowodowało, że tak właśnie chcę widzieć nowoczesną, dostępną akademię realizującą wartość universitas czyli wspólnoty, tworzącą przestrzeń życzliwości, szacunku, czasu dla drugiego człowieka, refleksji i bardzo wysokiego poziomu merytorycznego tworzącego interdyscyplinarną refleksję ponad podziałami dyscyplinarnymi. Na zaproszeniu osoby otrzymały informację o tym, że w razie specyficznych potrzeb mogą je porostu wcześniej zgłosić, a my w miarę możliwości postaramy się stworzyć przestrzeń do ich bezpiecznej realizacji. Drugą informacją było zapewnienie o bezpiecznej, życzliwej atmosferze którą chcemy stworzyć, aby wszyscy czuli się dobrze. Przy wejściu do sali seminaryjnej była kawa, herbata, ciacha oraz rozłożone były poduchy i kocyki wraz ze stosem zabawek. Obok dziecięce krzesełko. Wiedziałyśmy bowiem, że jedna osoba pojawi się z rocznym synkiem. Niby nic nadzwyczajnego i po co tyle wydziwiania-ktoś mógł pomyśleć. Poza tym jak chce sobie przyjechać z dzieckiem, to niech sobie to ogarnie. Jedno małe dziecko i tyle zachodu? Zawsze przecież można nie przyjechać, zostać w domu, miejsce dziecka nie jest na uczelni. Co za matka naraża dziecko na podróż po Polsce w takie zimno aby pracować jak nie musi bo przecież jest matką małego dziecka. O to to to. Jednak my chciałyśmy sobie powydziwiać, dlatego wiozłam z domu kocyk, studentka drugi, dodałam kilka pluszaków i maskotki szyte przez nasze mamusie z oddziału zakładu karnego, które znamy z rodzinnych widzeń. Chciało nam się oraz zrobiłyśmy to z wielką przyjemnością i dumą gdyż dzięki temu chłopczyk mógł być cały czas na sali obrad z mamą. Chciało nam się dla tego jednego dziecka właśnie. Tak rozumiem pedagogikę i takiej pedagogiki uczę. Tak również rozumiem słowo "paidagogos"- służący dziecku. Mama tego dziecka to świetna, młoda badaczka, autorka książki, która właśnie miała być promowana. Jasne, że mogłyśmy się połączyć on line. Lecz po prostu nie chciałyśmy. Chciałyśmy żywe i na żywo, face to face, z innymi uczestniczkami i uczestnikami być. Uczestniczyć. Tu i teraz. Razem. Cześć autorska seminarium lekko się opóźniała, gdyż chłopczyk pełen wrażeń i emocji nie mógł zasnąć. Wszyscy cierpliwie czekali rozumiejąc sytuację i nikt negatywnie nie skomentował marudzenia mojego najmłodszego seminarzysty. Tak również rozumiem pedagogikę. Jako czas dany drugiej osobie w takiej ilości, w jakiej go potrzebuje oraz jako cierpliwą troskę o słabszych i bardziej bezbronnych. Wpadłyśmy w końcu na pomysł, aby chłopca zachustować i prowadzić z nim spotkanie. Przy mamie, słysząc jej głos, na pewno zaśnie, co więcej, nie będzie się wybudzał a my spokojnie porozmawiamy. To miało sens i musiało się udać a jednocześnie było chyba pierwszym spotkaniem autorskim, które prowadziłam z osobą stojącą i non stop rytmicznie się kiwającą wprzód i w tył z zapakowanym w chustę, śpiącym bezpiecznie człowiekiem. Było w tym coś wzruszającego, dzikiego, pierwotnego, kojącego, normalnego. Ja siedziałam a Ola stała i się kiwała. Julian spał, widownia słuchała. W rytmie zakodowanym w DNA i danym nam przez nasze mamy, babki i prababki. Zachustowane dziecko i robota w polu. Zachustowane dziecko i zakupy na jarmarku. Zachustowane dziecko i oporządzanie gospodarstwa. Zachustowane dziecko i sprzątanie domu. Zachustowane dziecko i załatwianie spraw. Zachustowane dziecko i dzielenie się wiedzą, kiedy "ta, która wie" dzieli się nią innymi. Symboliczne ognisko tworzył bukiet wiosennych kwiatów i krąg wokół książki. To było wiedźmińskie i magiczne. Pamiętam, jak kiedyś na zajęcia zaprosiłam byłą studentkę, która odpisała mi, że nie przyjdzie, bo nie ma z kim zostawić kilkumiesięcznej córeczki. Co za problem?- pomyślałam. Przyjdź z nią. No ale wózek, schody, uczelnia. Przyjdź. Ogarniemy. Spotkanie było nad wyraz udane a malutka spała w wózku obok biurka jak susełek. Tak rozumiem pedagogikę i akademię. To moje universitas.

    Ostatnim punktem seminarium była wygłoszona przez Radnego Rady Dzieci i Młodzieży działającej przy Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka prezentacja dotycząca wyników sondy zrealizowanej wśród jego rówieśników o doświadczeniach uczniów szkół średnich w uczestnictwie w badaniach na terenie szkół. Wyniki były interesujące lecz zarazem szokujące. Franek z kolegami, moimi młodymi współpracownikami zebrali opinię od ponad 200 osób nastoletnich tym, jak łamane są ich prawa w zakresie anonimowości, dobrowolności, ograniczania im możliwości decydowania za siebie i tego, czy chcą czy nie chcą brać udział w różnego rodzaju ankietach. O tym, jak naruszana jest ich godność i prawo do tajemnicy. Po prezentacji odbyła się bardzo cenna dyskusja, było mnóstwo pytań i otwarcia na perspektywę nastolatków. Innymi słowy tym razem to nie my uczyliśmy lecz nas uczono. Poznanie perspektywy nastolatka nauczyło mnie pokory ponieważ okazało się, że dzieci i młodzież nie zawsze chcą brać udział w badaniach a często są przymuszane. Rodzice podpisują zgodę a dziecko nie- ono ma się dostosować i podporządkować poleceniom i obowiązkom na terenie szkoły a jednym z nich jest udział badaniu i obowiązek wypełnienia ankiety. Za niewypełnienie grożą mniej lub bardziej formalne sankcje. Dzieci i młodzież nie czują się równe i traktowane po partnersku w procesie badawczym przez osoby realizujące badania, często również za udział ucznia w badaniu wynagradzani są rodzice a dzieci nawet nie są brane pod uwagę w kwestii otrzymania informacji na temat wyników badania. Problemy takie, jak pytania o sięganie po używki, negatywne zachowania rówieśników, itp. są dla uczniów bardzo niekomfortowe i zwykle w takich kwestionariuszach ankiet po prostu kłamią coraz mniej ufając dorosłym. Dla mnie to była lekcja uważności, pokory i temperowania ego. Jako wice przewodnicząca Wydziałowej Komisji Etyki Badań Naukowych i recenzentka projektów badawczych mam bardzo wiele do przekazania światu nauki i tym, które/rzy projektują i realizują badania udziałem dzieci. Do tego wszystkiego dochodzi stawiana przeze mnie wielokrotnie teza o tym, że w Polsce prawa dziecka są lukrowaną fikcją, ratyfikowana Konwencja o Prawach Dziecka uznawana przez dorosłych za fanaberię i nawet osoby realizujące badania z udziałem dzieci nie wiedzą, że dziecko ma prawo do informacji, wypowiedzi, wysłuchania, odmowy. Czy zdanie dzieci na serio brane jest pod uwagę? Czy w kraju, w którym "dzieci i ryby głosu nie mają", dorośli wiedzą lepiej co myślą dzieci, planują działania dla nich bez nich, projektują pomoc bez informacji o tym, czego tak naprawdę młodzieży potrzeba a partycypacja jest modą bez realnych odniesień możliwe są realne, etyczne i rzetelne badania z udziałem dzieci? Bo wiemy już, że to nie tylko podpisanie świadomej zgody i formułki RODO. 

    Na tym seminarium najwięcej nauczył mnie 1-roczny Julek i 17 -letni Franek choć czuję ogromną wdzięczność za obecność i wrażliwość wszystkich uczestniczek i uczestników. 

    Kiedyś rozmawiałam z Jankiem Gawrońskim - Społecznym Zastępcą Rzeczniczki Praw Dziecka i moim współpracownikiem o empatycznych wymiarach instytucji takich, jak szkoły czy uczelnie. Mam głębokie poczucie, że wczoraj taką empatyczną akademię udało nam się stworzyć. Niech to będzie cechą charakterystyczną akademii nowoczesnej i realizacji wartości universitas: dostępność i empatia. Jestem przekonana, że nie ucierpią na tym żadne procedury choć samej empatii w procedurę ubrać się nie da. 

niedziela, 30 marca 2025

PROFILAKTYCZNE DEBATY OKSFORDZKIE I "DOJRZEWANIE"

 ech "ta dzisiejsza młodzież" 

    Uczestniczyłam ostatnio w znakomitym wydarzeniu. Zaprosiła mnie magistrantka pisząca pracę dyplomową związaną z profilaktycznymi walorami debaty oksfordzkiej jako narzędzia zmiany postaw dzieci i młodzieży w kontekście równości, przeciwdziałania radykalizacji i dyskryminacji oraz kształtującego postawy empatii i wrażliwości. Gala debat oksfordzkich organizowana była w ramach Akademii Debat Oksfordzkich a ja pełniłam rolę ekspertki. Po raz pierwszy doświadczałam uczestnictwa w tej formie debaty i działania profilaktycznego zarazem. Dwie drużyny- opozycja i propozycja- miały debatować na temat tezy: "Polska powinna całkowicie wycofać sprzedaż alkoholu aby wyeliminować go z kultury społecznej". Młodzież ze starszych klas szkoły podstawowej wchodząca w skład tych drużyn była znakomicie przygotowana. Wiedza na temat zachowania podczas debaty w myśl zasad i reguł to jedno, lecz młodzież miała również znakomitą wiedzę merytoryczną z zakresu uzależnienia od alkoholu, mechanizmów jego działania, skutków indywidualnych i społecznych, proponowanych i wdrożonych rozwiązań, które działają i tych, które są chybione. Argumenty poparte były wynikami badań naukowych, przykładami z różnych krajów i kultur. To wszystko znakomitym, elokwentnym i merytorycznie związanym z profilaktyką społeczną językiem. Bardzo trudno było wybrać drużynę zwycięską i indywidualnego zwycięzcę bądź zwyciężczynię. Mój pozytywny odbiór wydarzenia spowodowany był również tym, że wszelkie działania, których doświadczyłam i o których wiedziałam, że działy się przed debatą- przygotowanie młodzieży, warsztaty, praca w grupie, zdobywanie i porządkowanie wiedzy, trenowanie kompetencji- odbywały się w myśl nowoczesnego modelu profilaktyki społecznej, we współpracy z mądrą osobą dorosłą, będącą znawcą problematyki i mającą odpowiednie kierunkowe wykształcenie. Żadne tam spędy na salę gimnastyczną i show przy dźwiękach muzyki z moralizatorstwem dorosłych, którym się wydaje, że wiedzą sporo i znają młodzież. Żadna gra na emocjach, manipulowanie uczuciami i presja katharsis. W pełni mogę uznać debatę oksfordzką jako narzędzie w nowoczesnym modelu profilaktyki, które rekomenduję w oparciu o wiedze naukową a dalsze badania nad jej skutecznością pozostawiam już mojej magistrantce. Natomiast o dorosłych jeszcze będzie. Zastanawiam się, z jakich przyczyn dorośli tak bardzo lubią manipulację emocjami, uniesienia, irracjonalność przekazu, kazania i show? Uczniowie na debacie pokazali, jak bardzo spokojne, mądre rozmowy oparte na wiedzy, wynikach badań naukowych, obserwacjach mogą prowadzić do pokazania naprawdę dojrzałych postaw wobec problemu społecznego. W doświadczeniu, które opisuję, ważne było również to, że młodzież była w przestrzeni dającej jej możliwość swobodnego wyrażania swojego zdania. Głos dzieci wybrzmiał niczym nie tłumiony, nikt również nie zwracał dzieciom uwagi na to, że coś mówią nie tak, jak potrzeba, że źle myślą, że jak dorosną, to zobaczą oraz że tak naprawdę to co one mogą wiedzieć w tym wieku. Uczniowie po prostu byli wysłuchani. Przez jury, przez rówieśników, przez nauczycieli. Na końcu wymyśliliśmy fajny napis na koszulkę: "Sigma nie pije". 

    Niedawno ukazał się serial "Dojrzewanie". Serial jak serial, choć ten faktycznie jest wyjątkowy. Dobrze zrobiony, logicznie, rzetelnie i spójnie pokazuje ważny problem społeczny.  Problem współczesnych dzieci i młodzieży ukontekstowiony w środowisku rówieśniczym, rodzinnym i lokalnym. Nie będę obiektywna z racji prawie 30- letniego stażu pracy w resocjalizacji nieletnich. Jednak z pełnym przekonaniem mogę uznać, że tego rodzaju sytuacje zdarzały się, zdarzają i zdarzać będą niestety coraz częściej. Obecnie przybrały na sile m. in. z racji skomplikowania się i nałożenia na siebie rzeczywistości, gdyż od pewnego czasu nie jest ona jedna. Zapętlenie się rzeczywistości realnej i wirtualnej musiało wygenerować nowe fenomeny, to była kwestia czasu. Jednym z nich jest ten ukazany w filmie, którego backgroundem jest manosfera, rozmycie granic pomiędzy rzeczywistościami i specyfika działania przestrzeni wirtualnej. Zresztą problemów jest więcej, z których za największy uznaję izolację dzieci od rodziców. Niezależnie od tego jednak mamy na ten temat wiedzę, mamy wyniki badań naukowych, mamy przegląd przyczyn i skutków. Zastanawia mnie tym samym, z jakiego powodu wokół serialu wygenerowała się lekko niezdrowa, histeryczna i nader emocjonalna aura dorosłych. I nie chodzi mi tutaj o empatyzowanie z bohaterami/ kami a w moim przekonaniu każdy/a tam zasługuje na chwilę empatii gdyż każdy/a jest tragiczny/a. Chłopak, mama, tata, siostra, psycholożka, policja czy antyterroryści wkraczający do pewnego domu nad ranem. Każda z tych osób przeżywa jakiś dramat. Pytanie jednak siebie wzajemnie w mediach społecznościowych, czy ten film nie jest aby za bardzo emocjonalny i za mocny i czy można go obejrzeć, jest zastanawiające. Wszak jesteśmy dorośli zatem cechuje nas chyba jako taka odporność? Zbyt emocjonalne i drastyczne jest patrzenie prawdzie w oczy? A może strach przed tym, że w bohaterze ujrzy się własne dziecko? Dzieci na co dzień przeżywają zbyt trudne jak na swój wiek i etap rozwoju sytuacje, plątają się w relacje, z których nie potrafią wyjść, przeżywają rozterki i dylematy, z którymi sobie same nie poradzą. Dlatego dorośli! Nie pytajcie siebie wzajemnie, jakie piętno na was odciśnie ten serial lecz otwórzcie oczy i zobaczcie, jakie piętno na waszych dzieciach odciska niekontrolowane siedzenie w rzeczywistości wirtualnej, brak rozmów, pytania tylko o to, jak było w szkole, izolowanie się, posiadanie tajemnic, próby rozwiązywania na własną rękę trudnych sytuacji przez dzieci czy pozory relacji przy frytkach wiadomo gdzie. Na nic się nie zdadzą tłumaczenia, że nas to nie spotka, że jesteśmy dobrą rodziną, że nasze dziecko nigdy...skąd wiecie? Dla mnie w tym serialu ważne są wszystkie perspektywy, nawet ta antyterrorysty, który wczesnym rankiem musi wbijać do domu śpiącej rodziny i skuwać dziecko. Niewiele z was pewnie wie, że w Polsce od dwóch lat obowiązuje nowa ustawa, nazywa się "ustawa o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich", na mocy której osoba od 10 roku życia podlega odpowiedzialności karnej? Na mocy tej ustawy dziecko może stanąć przed sądem, policja może to dziecko odwiedzić w domu, może ono znaleść swoje miejsce w najlepszym wypadku w ośrodku wychowawczym lecz możliwy jest również zakład poprawczy. Tak najogólniej. Gdy to mówię dzieciom, rodzicom i nauczycielom, wszyscy są zdumieni. 

    I co my z tym zrobimy? Proponuję debatę oksfordzką z tezą: "Rodzice nie powinni ufać dzieciom, gdy te izolują się od życia społecznego spędzając większość swojego czasu w rzeczywistości wirtualnej". Chętnie przyjmę inne pomysły na tezy niemniej najważniejsze jest to, że w debacie oksfordzkiej nie ma teatralnych emocji i histerycznych reakcji tłumu, nie ma show, nie ma spędu na salę gimnastyczną i nie ma chwilowych uniesień, nie ma kazań, moralizatorstwa i zastraszeń. Jest rzeczowość, wiedza, spokojna argumentacja, dialog, współpraca z ekspertami z danego zakresu tematycznego. Co więcej, w debata oksfordzka nie ma ograniczeń wiekowych, ma za to zasady i standardy. Wszyscy są kulturalni, nie przekrzykują się i nie krzyczą na siebie, słuchają się wzajemnie, ad vocem podnoszą do góry rękę i cierpliwie czekają na swój moment, kiedy mogą się wypowiedzieć, zadają pytania, szukają odpowiedzi. Ja jestem zachwycona tą formą dialogu i relacji interpersonalnych, poukładanych, przygotowanych, klarownych, mieszczących się w pewnych ramach i realizowanych bez przemocy. Z dużym prawdopodobieństwem uczy również interakcji z drugim człowiekiem opartej na otwarciu i słuchaniu nie zaś izolacji. Debatujcie!

piątek, 28 marca 2025

PKP ZAWSZE Z KLASĄ

 czyli kultura  przy dźwiękach "Szopę"

    Lubię podróżować. Rowerem, samochodem, promem, pociągami. Czasami to element mojej pracy, naukowy nomadyzm, turystyka akademicka. Komisje, wykłady, staże, spotkania. Praca stacjonarna nie jest dla mnie i pewnie wiele osób wie, o czym piszę. Przy okazji niejako i lekko anegdotycznie z koleżankami i kolegami robimy sobie czasami z przestrzeni podróży teren badań społecznych. Żarty żartami lecz etnografia pociągowa mocno nas wciąga a wnioski z zebranych danych są poddawane analizom, rekomendacjom lub conajmniej są szeroko komentowane i mocowane w teorii. Super, że mam w swojej bańce sympatyczne i życzliwe osoby czujące temat. Bohaterem naszych naukowych i metodologicznych pogawędek zwykle jest wagon nr 7. Cisza, spokój, każdy zajęty sobą, z głośników sączy się "Szopę", kobiecy głos z głośnika delikatnie i subtelnie komunikuje o możliwości konsumpcji jajecznicy w wagonie Wars w języku polskim i angielskim a każde chrupnięcie chipsami lub głośne odkręcenie butelki z wodą powoduje mlaski, ciumkania zniesmaczenia i inne odgłosy niezadowolenia osób współpasażerskich. W wagonie nr 7 wszyscy są bardziej kulturalni, bardziej ważni, mądrzy i ąę. Na pewno czytają mądrzejsze książki i nawet jejcznica z Warsu subtelniej im smakuje. Co jakiś czas przejeżdża wózkiem osoba zbierająca śmieci na przemian z osobą wiozącą wodę i cichutko pyta: "gaz- nie gaz?". Tak to można żyć. Można pisać. Można tworzyć i się samorealizować oraz transformować i dezintegrować się pozytywnie.  

    Jednak dalej nie o wagonie nr 7 będzie. Ostatnio bowiem jechałam pociągiem mniej premium a bardziej po prostu pośpiech. Pomyślałam, że kupię klasę 1, różnica w cenie niewielka a popracuję, poczytam, posmakuję życia na hajlajfie w przestrzeni ąę. Zaczęło się od tego, że nie mogłam znaleść wagonu. Minęłam wszystkie wyglądające przyzwoicie, ciepłe, komfortowe, no takie w porządku i dla człowieka w sam raz. W końcu trafiłam na mój wagon. 1 klasa. zimno. staro. Śmierdząca toaleta z niedomkniętymi drzwiami. Znalazłam Swój przedział. Ludzie w środku zasłonili się zasłonkami. Odsuwam drzwi, przedzieram się przez zasłonki i wyskakuje na mnie z wielkim ujadaniem pies. Pies może i nie był wielki, ot taka wyrośnięta świnka morska długowłosa niemniej decybele godne słonia. Pomyślałam: " oooo nieeee na pewno nie będę tu siedziała". Nie, żebym nie lubiła piesków. Bardzo je lubię lecz głównie z daleka, na smyczy i w kagańcach. Moje kotki nie szczekają wcale i to nie dlatego, że wiedzą, iż moja sensoryczna nadwrażliwość nie wytrzymała by tego. Po prostu są kotkami. Tak sobie siebie wybrałyśmy i tak już mamy. Cisza, spokój, tulenie. Żadnych skoków, żadnych szczeków. Poszłam do innego przedziału. Był pusty. Usiadłam. Zimno. Rozejrzałam się, czy aby na pewno to klasa 1. Stare siedzenia, rozklekotane śmietniki, nieszczelne okna, zimno. Na drzwiach jednak jak byk naklejka, że tak, to klasa 1.

    Weszła pani konduktorka. Grzecznie powiedziałam "dzień dobry" i pytam:

- przepraszam, może być pani tak uprzejma i wykazać mi różnice pomiędzy klasą 1 a 2 w tym pociągu? 

- yyyyyyy no tu jest napisane, że klasa jest 1.

- dobrze proszę pani lecz czym się różni od 2?

- yyyyyyy.

- proszę pani, tu jest zimno.

- podkręcę pani ogrzewanie. 

- chcę jeszcze poinformować, że nie siedzę na swoim miejscu, ponieważ na nim siedzi pies.

- jak to pies?

- no pies. Siedzi i szczeka. 

- ale proszę panią, pies może siedzieć w pociągu tylko wtedy, gdy zgodzą się na to inni pasażerowie. "Wychowanie wynosi się z domu". 

- czy pani jest botem?

- nie.

- to ja nie wyrażam zgody na jechanie z psem, który szczeka i proszę mi zapewnić warunki adekwatne do ceny biletu, ponieważ tutaj jest strasznie zimno. 

- nie jestem odpowiedzialna za jakość wagonów.

    Pani konduktorka wyszła  i skierowała się do wagonu z psem. Rozległ się szczek. Po jakimś czasie było mi już bardzo zimno, więc zabrałam rzeczy i poszłam do innego wagonu. Na drzwiach nalepka "klasa 2". Cieplutko, miękkie siedzenia, normalnie. Nieopodal siedziała pani głośno słuchająca dźwięków smartfona. Filmiki, informacje, reklamy. Tak się składa, że akurat jechałam z wykładem dla osób pracujących w placówkach opiekuńczo- wychowawczych, czyli potocznie domach dziecka. Wykład mial dotyczyć wprowadzenia do cyberprofilaktyki. Z grubsza chodzi o to, że dzieci i młodzież non stop siedzą w telefonach, oglądają "głupie filmiki", nie są empatyczni, mają w nosie innych, zakłócają ciszę i zachowują się skandalicznie w miejscach publicznych. Wiadomo, ta dzisiejsza młodzież. Pani w przedziale natomiast skrolowała filmiki o zbrodniczej prokuraturze, ludziach bokserach, niewinnych przestępcach, serialach i przepisach na domowe wypieki. Głośno i wyraźnie słyszałam zatem, jak polska prokuratura zabija ludzi i jak bardzo źle, że dzieci o kolorze skóry innym niż polski przebywają w naszym kraju. Grzecznie, gdyż zwykle jestem grzeczna, z użyciem słowa "proszę" poprosiłam panią o ściszenie letefonu.

- jak się pani nie podoba to niech sobie pani kupi zatyczki do uszu.

- acha?

     Serdeczne w swoim wydźwięku prośby kierowałam do pani trzy razy, nie oszczędzając słowa "proszę". Nic. Zero. Koleżanka zasugerowała, abym puściła dźwięki ze swojego telefonu bo skoro taki jest zwyczaj w tym przedziale, nie powinno być problemu. Tak zrobiłam. Mocne uderzenie gitar chłopaków z The Analogs ogarnęło przedział: "hej dzieciaki niech zapłoną serca...". Pani bardzo brzydko na mnie popatrzyła i nadal słuchała swoich programów lecz przynajmniej zapanowała równość, prawo i sprawiedliwość wzięły górę nad jakimiś tam próbami polubownego pogodzenia interesów obywatelek w przestrzeni publicznej. O kulturze osobistej nie wspomnę. Jej nie mają tylko dzieci i młodzież, każdy to wie. Gitary lekko zagłuszały informacje o bandyckich politykach więc kolejne na mojej play liście było KSU. "Nadchodzi nowe pokolenie w rekach butelki i kamienie...". Siczka chyba przesadził stanowczo, gdyż pani wyłączyła dźwięki ze swojego telefonu z bulwersem na facjacie  i? Zaczęła czytać. Uffff. 

Jadąc z powrotem spotkałam się z kulturalnymi, sympatycznymi osobami pasażerskimi i takąż panią konduktorką. Cierpliwie wyjaśniała pasażerom kwestie niejasne, ucinała sobie pogawędki i small talki o pogodzie, patrząc na imienne bilety pozwalała sobie mówić pasażerom po imieniu i życzyć miłego dnia. Jej "pani Małgosiu" brzmiało wyjątkowo życzliwie i wywoływało uśmiech. Sporo osób rozmawiało przez telefon, wszyscy na korytarzu. 

    Mam pewne refleksje, smutne i wesołe. Smutna jest taka, że niektóre z osób słyszące tę opowieść zasugerowały, że jak mi przeszkadzają głośne dźwięki, to dobrym rozwiązaniem są słuchawki tłumiące. Idąc tym tokiem myślenia, jeśli się obawiasz nachalnych mężczyzn, noś długą spódnicę lub czador albo nie wychodź z domu. Celowo hiperbolizuję, mam nadzieję, że widzicie nadużycie? Jeśli na świecie spotykasz dzicz, to twój problem, radź sobie, nikt nie będzie się dostosowywał do twoich potrzeb ąę że niby kultura i savoir vivre bo ty taka pańcia jesteś. Może jeszcze "Szopę" hę? Inną smutną refleksją jest to, że w sytuacjach trudnych świadkowie najczęściej milczą a osoba doświadczająca nadużycia jest w ich narracji przewrażliwiona i agresywna bo? Reaguje i upomina się o swoje prawa. Ktoś widzi analogię do mobbingu, przemocy, dyskryminacji i zachowań naruszających granice? Ja widzę. Jesteśmy narodem przemocowców, mamy zjechane syndromem DDA neurony, determinuje nas traumaland, pływamy w toksyku, nakręcamy sobie toksykolandię i poza czubkiem swojego nosa widzimy niewiele, mamy ciągłe pretensje i roszczenia. Jak mawia fraszka autorstwa Sztaudyngera: "szczęście mnie mija bo wciąż "mnie", "mi", "ja". O empatii sporo głosimy prawd lecz zostaje ona na poziomie abstrakcyjno- deklaratywnym. Praktyka to jątrzenie, odpalanie agresora, plotki, podjudzanie, problem na każde rozwiązanie. Wesoła refleksja jest taka, że są jeszcze osoby zapodające small talk o słoneczku. Warto też spróbować zerknąć poza czubek nosa i oduśmiechnąć się do sympatycznej konduktorki nie będącej botem lecz osobą z krwi i kości. Myślicie, że jej droga umajona jest płatkami róż a ona śpi na ziarnku grochu? Nie wyglądała. Nie była napuszona, nie była również ąę. Była tak obrzydliwie wspaniale nieprzyzwoicie normalna. Choć czasami w pracy na pewno słuchała "Szopę". 

    

poniedziałek, 17 marca 2025

ŚRODOWISKO TŁUM MOTŁOCH GAWIEDŹ

    Co mają wspólnego z mobbingiem?

    Sporo osób odezwało się do mnie po moim ostatnim wpisie o mobbingu. Jak dotąd, to chyba najbardziej popularny tekst i wydaje mi się, że znam przyczynę. Wiecie, skąd w ogóle wziął się termin "mobbing"? Pochodzi on od angielskiego słowa "mob" i oznacza "tłum, motłoch, gawiedź, hałastrę". Jako czasownik oznacza rzucanie się na kogoś, tłoczenie. Termin ten po raz pierwszy użyty został przez etnologa Konrada Lorenza, tego od zwierząt. Tak! Obserwował zwierzęta i zauważył, jak grupa zwierząt tego samego gatunku agresywnie atakuje pojedynczego osobnika. Sytuację tę określił mobbingiem. Nie jest mi najlepiej z tym, że jako weganka będę porównywała świat ludzi do świata zwierząt w najgorszym kontekście, niemniej po pierwsze w moim przekonaniu nie ma bardziej okrutnej istoty na świecie od istoty ludzkiej a po drugie daleka jestem od nazywania ludzi sympatycznymi świnkami czy lojalnymi wilkami. Zdecydowanie ci ostatni na takie porównania nie zasługują. Choć znamy powiedzenia: " ty świnio" czy też "człowiek człowiekowi wilkiem" to jednak wiedza o tych zwierzętach weryfikuje te krzywdzące dla nich powiedzonka. Świnie są sympatyczne, opiekuńcze i wrażliwe a wilki lojalne, stroniące od konfliktów w stadzie i chroniące bliskich w niebezpieczeństwie. Ludzie jacy są, wszyscy wiemy a piosenka dodaje, że "są i nie będą nigdy lepsi" ("Mała wojna" Lady Punk). 

     Ludzi od zwierząt różni to, że mają najlepiej ze wszystkich istot rozwiniętą substancję szarą w mózgu, odpowiedzialną za pamięć, inteligencję i myślenie, co oznacza, że mają zdolność planowania, przewidywania i wyciągania wniosków z relacji przyczynowo- skutkowych. Czyli zwierzęta atakują pojedynczego osobnika swojego gatunku kierowane instynktem i bodźcami biologicznymi. W działaniu ludzkim jest coś dużo, dużo więcej. Widzicie różnicę? 

    Mobbing definiowany jest różnie przez różnych badaczy/ czki, ekspertów/ tki a jeszcze inaczej wygląda jego definicja prawna. Może być równoznaczny ze złą atmosferą w miejscu pracy. Jest to np. ograniczanie lub utrudnianie osobie możliwości wypowiadania się, ciągłe przerywanie wypowiedzi, reagowanie na czyjeś wypowiedzi krzykiem i wyzwiskami, ciągłe krytykowanie wykonywanej pracy, a także życia osobistego, nękanie przez telefon, stosowanie gróźb ustnych i pisemnych, prezentowanie ofierze poniżających i obraźliwych gestów, stosowanie aluzji i zawoalowanej krytyki albo też np. unikanie przez przełożonego kontaktu z ofiarą, rozmów z nią, w tym ograniczenie możliwości wypowiadania się ofiary oraz ostentacyjne ignorowanie i lekceważenie. Międzynarodowa Organizacja Pracy definiuje mobbing jako obraźliwe zachowanie przez mściwe, okrutne, złośliwe lub upokarzające usiłowanie zaszkodzenia jednostce lub grupie pracowników, którzy stają się przedmiotem psychicznego dręczenia. Z kolei Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy określa dręczenie w miejscu pracy jako „powtarzalne, nieuzasadnione zachowania skierowane przeciwko pracownikowi, lub grupie pracowników, które stwarza zagrożenie jego/ich zdrowia i bezpieczeństwa”, przy czym „nieuzasadnione zachowania” to zachowania, które świadoma i rozsądna osoba, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności, identyfikuje jako spychające ją do roli ofiary, poniżające i naruszające jej godność. Zachowania te mogą cechować działania pojedynczych osób lub grupy, jak również system pracy. Reasumując, mobbing to usystematyzowana forma przemocy psychicznej stosowana wobec ofiary przez osoby z nią współpracujące – jej kolegów, przełożonych lub podwładnych. Jednorazowo lub incydentalnie pojawiające się powyższe zachowania nie będą jeszcze stanowić mobbingu. Polska definicja mobbingu zawarta w zapisie prawnym nie jest idealna i paradoksalnie dopuszcza dodatkowe nadużycie wobec osoby go doświadczającej, uporczywie udowadniając jej, że sobie coś uroiła, bo zachowania albo nie były uporczywe albo nie były nękaniem albo nie trwały wystarczająco długo. Brzmi to dokładnie tak: Mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników. Pracownik, u którego mobbing wywołał rozstrój zdrowia, może dochodzić od pracodawcy odpowiedniej sumy tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę (Art 94 Kodeksu Pracy). Sprytne, nie? Pracownik może dochodzić bo pewnie i tak nie dojdzie, prawnicy będą się sprzeczać, czy długo to 1 miesiąc czy 2 miesiące, tłum nadal będzie robił swoje ku uciesze gawiedzi. A osoba doświadczająca motłochu? To już wiemy: jest histeryczna, przewrażliwiona, za bardzo się przejmująca. 

    Czy jest jakieś wyjście z tej absurdalnej nader często sytuacji? Kolokwialnie ujmując rzecz: wystarczy przestrzegać podstawowych zasad współżycia społecznego, być kulturalnym i zwyczajnie po prostu grzecznym. Nie żartuję. Zasiadam w wielu gremiach, kieruję zespołami. W większości ludzie zachowują się jak ludzie w kontekście posiadanej substancji szarej, co oznacza, że nawet jak sytuacja jest nadto emocjonalna bądź ktoś totalnie się z kimś innym nie zgadza, ma inny pomysł, sugestię, uwagę- kulturalnie to komunikuje. Każdy też robi swoje z poszanowaniem przestrzeni robienia swojego przez innych uczestników działań. Każdy również ma inne kompetencje czy wiedzę a czy wszak nie chodzi o to, aby się uzupełniać działając razem dla wspólnej sprawy, jaką jest na ten przykład praca? Nie zawsze. Znam jedno gremium, wyjątkowo przemocowe. Po wielokroć zastanawiałam się, o co chodzi? W czym problem? Czy chodzi o rywalizację? Zawiść? Zagrożenie? Czy najlepszą obroną jest atak? Czy komuś czegoś brakuje a jeśli tak, jakie potrzeby ma niezaspokojone? Pytań mam wiele niemniej po każdym spotkaniu w owym gremium jestem chora. Wiem, że nie tylko ja. Czy jest jakieś wyjście, aby sytuację tę zdetoksykować bez używania białej szałwii? 

    Marek Krajewski w książce "Spis natur. O mieście, technologii, sztuce i współczesnych obyczajach" (Bęc zmiana 2025) pisze: "W grzeczności nie chodzi więc o to, by było miło, ale raczej o afirmowanie tego, że jesteśmy razem, że tworzymy całość, która chroni nas przed jednostkowym egoizmem, przed pokusą uzyskiwania czegoś kosztem innych. A także o wyrażenie tego, jak sami byśmy chcieli być traktowani (...). To kluczowa, ale też bardzo ambiwalentna zasada, bo kiedy odwzajemnienie nie następuje, pojawia się odpowiedź negatywna- reagowanie obcesowością na niegrzeczność, wrogością na wrogość, chamstwem na chamstwo. A zaraz potem jest już tylko rozpad wspólnoty i przeobrażenie jej w gromadę rywalizujących ze sobą, agresywnych stworzeń, żyjących w ciągłym strachu i podejrzliwych wobec innych. Dlatego też, kiedy spotykamy niegrzeczność, nie warto na nią odpowiadać w ten sam sposób, ale być uparcie grzecznym. I to nawet wtedy, gdy na tym tracimy" (str. 130-131).

    Wspomniane przeze mnie gremium mobbuje mnie również za to, że używam grzeczności. Używam jej mimo wszystko. Uparcie. 

    

czwartek, 13 marca 2025

MOBBING?

 To tylko SPECYFIKA sprawców i PRZEWRAŻLIWIENIE ofiar

    Niedawno jeden z profesorów pedagogiki na swoim blogu napisał post o mobbingu. W prostych słowach, posługując się definicjami prawnymi określił, czym jest i skomentował, że nie wolno. 

    Niedawno wyszła książka Katarzyny Bednarczykównej "Masz się łasić. Mobbing w Polsce" (Wydawnictwo Czarne 2024). 

    Niedawno w Sejmie RP spotkano się, aby proponować zmianę prawa w zakresie mobbingu. Udział w spotkaniu brał m. in. wybitny prawnik, najlepszy w Polsce ekspert od mobbingu, mecenas Grzegorz Ilnicki.

    Niedawno w Telewizji Śniadaniowej był reportaż o mobbingu na uczelniach.

    Niedawno moja koleżanka zwolniła się z pracy nie mogąc znieść doświadczania mobbingu.

    Niedawno w pracy ktoś witając się ze mną bez mojej wiedzy dotknął mnie i jakby zagarnął do siebie.

    Niedawno w pracy ktoś na mnie krzyczał, naruszał moje dobre imię i atakował mnie agresywnie publicznie. Świadkowie milczeli. 

    Niedawno w pracy ktoś mial do mnie pretensje, że nie było mnie na opłatku świątecznym lub wigilii jak kto woli- jedno i drugie jest konkretnie przynależne religijnie a uczelnia przecież jest świecka i dla wszystkich oraz w niej się pracuje a nie celebruje konkretnych religijnych rytuałów.

    Niedawno ktoś w pracy powiedział głośno, że nie chcemy tu emigrantów, osoby trans płciowe wydziwiają bo to taka moda, studentki mają niższe możliwości percepcyjne i intelektualne czytaj: są głupie (było to przy studentkach choć i ja poczułam się dotknięta), ADHD to wymysł współczesnych, rozpieszczonych dzieci a prawa dziecka to lewacka fanaberia.

    Niedawno usłyszałam, że nie da się udowodnić mobbingu bo tak skonstruowane jest prawo, że ofiara zawsze przegrywa no chyba, że jakimś cudem udowodni, że cierpiała.

    Niedawno usłyszałam, że przecież na uczelniach są komisje antymobbingowe więc o co mi chodzi. Poza tym i tak nie możesz mieć swojego prawnika (sic!) bo przecież uczelnia ma swoich. 

    Niedawno usłyszałam, że jestem przewrażliwiona, ciągle mi się coś nie podoba, czepiam się a osoby, które uważam za agresywne, przemocowe, dyskryminujące, są po prostu specyficzne.

    A jak jest u Was? Czy uda nam się to zmienić? 

    Niedawno na moim uniwersytecie gościł Jan Gawroński- Społeczny Zastępca Rzeczniczki Praw Dziecka. Bardzo dużo mówiliśmy o empatycznych instytucjach i empatycznej kulturze pracy. 

    Mobbing to nie tylko obmacywanie kobiet w pracy i wkładanie im ręki pod sukienkę chociaż dziadersi i leśne dziady nadal mają się dobrze ze swoimi boomerskimi żarcikami o pięknych paniach i ich nóżkach. Ble. 

Mobbing to także: wykluczanie (również to w białych rękawiczkach), nie powoływanie uporczywe do komisji i gremiów, odsuwanie od zespołów i wspólnych działań, pomijanie w nagrodach i przywilejach, bagatelizowanie ważnych problemów i wyśmiewanie zadawanych pytań, obgadywanie, naruszanie dobrego imienia przez plotki i pomówienia, kontrolowanie ponad miarę i nieadekwatne do sytuacji, komunikaty z poziomu władzy, ograniczanie dostępu do informacji, hierarchizowanie ludzi ze względu na światopogląd (deklarowany bądź domniemany), zakłócanie czasu wolnego od pracy, wysyłanie maili po godzinach pracy, przywłaszczanie sobie cudzych pomysłów lub podpisywanie się pod nimi, izolowanie od ważnych wydarzeń, wiedzy, dokumentów, itd itd itd itd itd itd

Tu dopisz swoje..........................................................................................................................

I nie milcz! Mów głośno o tym, że czujesz się niekomfortowo w pracy, nazywaj po imieniu zjawisko zwane mobbingiem bo przemoc to przemoc. Zgłaszaj, choćby cię brali za przewrażliwioną wariatkę. Reaguj również, jak w twojej obecności komuś dzieje się krzywda, ktoś czuje się nie ok z tym, jak jest traktowany lub przy tobie ktoś krzywdzi inną osobę. Reaguj, jeśli ktoś ci komunikuje, że doświadcza w pracy przemocy, dyskryminacji, mobbingu, zachowań niezgodnych z kulturą bądź naruszających granice. Pamiętaj- to nie ty jesteś przewrażliwiona/y lecz to osoba, która nie panuje nad sobą, ma ogromny problem. Twórzcie sojusze przeciwko przemocy w pracy, razem łatwiej jest zareagować i głośno wyrazić sprzeciw: nie życzymy sobie. NIE znaczy NIE. Dajcie znać, jak wam idzie i pamiętajcie, to nie wy potrzebujecie pomocy lecz agresywne osoby, które was atakują lub w inny sposób naruszają wasze granice.

poniedziałek, 10 marca 2025

WSZYSCY WOKÓŁ PRACUJĄ TYLKO JA SIĘ OPALAM

 będzie o karierach na cudzych grzbietach

    Też tak macie, że jak coś atrakcyjnego wymyślicie i proponujecie niektórym współpracę, mówią: "super pomysł, tak, róbmy to!" I robicie. Wy. Robicie. My. Robimy. Ty. Robimy. My. Robisz. Ty. Robisz. Wiecie, o czym mowa? Zawsze podziwiałam w niektórych zdolność podpisywania się pod pracą innych, przypisywania sobie cudzych sukcesów, umiejętność dyrygowania, wykorzystywania, dopisywania się. No po prostu jednym słowem wysokie kompetencje w zakresie ustawienia się. Ustawienia się takiego, że wy ryjąc nosem po ziemii czujecie satysfakcję, że robicie to razem. No przecież, że razem. Jak to nie? To kto robi? Przecież najważniejsze, że wyszło, co nie? Po co się czepiać kto i co.

    Jest również opcja, że jeśli się okazuje, że wasze życie to pasmo nieustających sukcesów to wtedy macie sporo znajomych. Wszyscy chcą robić z wami rzeczy. Bo z wami to wszystko wychodzi. Super!

    Czasami jest tak, że z trudem udaje się wam coś stworzyć i jeśli inni widzą, że to ma sens i naprawdę robicie super rzecz- niszczą to. Manipulacja. Intryga. Takie tam. Białe rękawiczki i maski dominują w rekwizytach. Czemu wy macie coś robić jak oni nie robią?

    Ja na przykład też często słyszę: "nie mam czasu bo pracuję" albo "nie mogłem/łam tego zrobić bo pracowałam" albo "z chęcią bym ci pomógł/ ła lecz pracuję ale przyjdę, wpadnę, pojawię się..." czytaj: pokażę się z tobą na selfie lub na filmiku. No ok dobra, podpiszę się. Zalajkuję z komentarzem w stylu: ale było fajnie, musimy częściej. Z akcentem na "my". 

    Na dobrą sprawę ja nie do końca rozumiem, czemu ci ludzie tyle pracują? Tak na marginesie. Ja to się zwykle opalam. Szczególnie w tygodniu.To znaczy tak naprawdę to jest tak: wstaję rano o 5. Bo lubię przecież. Kto by tam chciał spać do 7, nie? Myję się, robię sobie mejkap, smoothie z jarmużu i kawę z szyszek. Wszystko eko sreko mam czas to pichcę. Później piję czytając gazetę, skrolując media społecznościowe, pykając Netflix, patrząc na swoje paznokcie. Jak mi się już znudzi to robię sobie drinka i umawiam kosmetyczkę. Jadę do niej jak ona ma czas bo wiadomo, ona pracuje a ja się tylko do kosmetyczki umawiam albo do fryzjerki. Robię paznokcie, rzęsy, włosy, pilingi, botoksy i maseczki ze złota. Później lancz czyli eko świeża rzemieślnicza bez glutenu i bez cukru sałata. Trochę się śpieszę, bo mam za chwilę solarium. Dobra ok jak jest ciepło to idę na plażę. Poopalam się, ponudzę, nagram tik toczka, posłucham spotifaja, pogrzebię w piasku. Tak to jest przecież, że jedni muszą pracować aby inni sobie te instagramy oglądali i się do nich wypinali. I tak mi mija dzień cały więc na dobrą sprawę sama nie wiem, czemu wieczorem jestem taka zmęczona, że mózg mi nie pracuje i mnie odcina? Przesadzam. Inni pracują to co dopiero oni mają powiedzieć? 

Ja się tylko opalam.

    I mogła bym tak długo, na przykład o tekście, który ogarniacie sami z pisaniem i ślęczeniem cały dzień a ktoś wam mówi: "super napisane!"., "ekstra to ujęłaś". Aaaa nie dodałam, że tekst jest we współautorstwie. Tylko osoba współautorska nie zdążyła za bardzo nad nim przysiąść, bo...pracowała. ale umawialiśmy się, że podpisujemy razem to razem. Czego nie rozumiecie? Inni mają przecież prawo sobie pracować, rodzina, kredyt, te sprawy. A jak się zgodziliście na pisanie razem to się razem podpiszecie przecież. Ty zrobisz sobie przerwę w opalaniu i popiszesz. Co za problem? 

    Ostatnio spotkała mnie wyjątkowo niesmaczna sytuacja. Koleżanka stworzyła super inicjatywę. Była liderką grupy. Motywacja, energia, endorfina. Grupa wyjątkowo zdyscyplinowana. Sporo zrobione w krótkim czasie. Plan, cel, realizacja. Kogoś zabolało. Za bardzo. Jednym mściwym a może zazdrosnym ruchem karty zostały zmiecione ze stołu. Koleżanka zrezygnowała z koordynowania. Zespół został. Teraz ktoś się wciśnie i przejmie przywództwo. No przecież projekt musi być zrobiony, no nie? Kto się pod nim podpisze?

    Nie wiem, opalam się. 

"NIC O NICH BEZ NICH"

   czyli jak otwarłam  pierwszą w Polsce agorę (i to na uniwersytecie!), w której nieletnich pyta się o zdanie na temat procesu resocjalizac...